Karolina „Mangusta” Kaczkowska: „wszak powinnam chodzić w czarnym gorsecie, najlepiej z pejczem u boku”

Magdalena Paluch: Cześć! Na samym początku chciałam Ci podziękować za chęć udziału w projekcie Groza jest kobietą. Uważasz, że autorki polskiej grozy potrzebują takiej akcji?

Karolina „Mangusta” Kaczkowska: A ja dziękuję za zaproszenie. Zwykle mawiam, że lans się sam nie zrobi, trzeba mu pomóc. Wszyscy szukają nowych sposobów na dotarcie ze swoim produktem do jak najszerszego grona odbiorców, dlaczego nie autorki grozy. To także kolejna okazja do powalczenia ze stereotypami zarówno na temat horroru, jak i kobiet ogólnie.

MP: Pamiętasz, kiedy napisałaś swój pierwszy tekst? O czym był?

KMK: Pierwsze opowiadanie, jakie sobie przypominam, napisałam w piątej klasie podstawówki, ręcznie, w zeszycie w kratkę. Science-fiction (z naciskiem na to drugie) z cyborgami i podróżami kosmicznymi. Nie zachowało się i sama już za wiele nie pamiętam, jedynie zarys. Główny bohater był nieświadomym swego pochodzenia cyborgiem, na którego zaczął polować krajan z ich rodzinnej planety, miał go tam dostarczyć. Nie było happy endu. Miałam pisać druga część, która jednak nigdy nie powstała.

MP: Twoje opowiadania krążą wokół bizarro i horroru ekstremalnego. Dlaczego Twój wybór padł akurat na te odmiany gatunku?

KMK: Nie nazwałabym tego wyborem, bardziej preferencją. Skąd dokładnie wzięła się ta preferencja, nie do końca umiem powiedzieć, zwykle zwalam na biologię – taka konstrukcja układu nerwowego, że potrzebuje mocniejszych bodźców. Z natury jestem mało subtelna, za to dość bezpośrednia, pewnie dlatego takie są moje teksty. Spory wpływ na mnie wywierała przez lata i wciąż wywiera popkultura japońska, w której łączenie konwencji, czasem skrajnie różnych, i odważne, bezkompromisowe pomysły są na porządku dziennym. Wydaje mi się także, że mam sporo dystansu do horroru ogólnie i do własnej twórczości też, może stąd wzięła się skłonność do bizarrowania – nie wszystko warto traktować śmiertelnie poważnie.

MP: Masz na koncie współpracę z Tomaszem Siwcem i Tomaszem Czarnym. Mogłabyś opowiedzieć kilka słów na ten temat? Czy to panowie się do Ciebie zwrócili z inicjatywą, czy było wręcz odwrotnie?

KMK: To była inicjatywa panów. Cieszyłam się z publikacji Zombie Love w antologii Repliki, ale nie wiązałam z tematem przyszłości. Niedługo później Tomasz Siwiec zaprosił mnie do udziału w Liturgii Plugastwa. Zostałam poproszona o kilka tekstów, które pisałam specjalnie do tej antologii, bo nie miałam niczego w szufladzie. Podczas współpracy z Tomaszem Czarnym było podobnie, z tą różnicą, że niektóre opowiadania pisaliśmy wspólnie po kawałku. Jedno i drugie doświadczenie wspominam bardzo dobrze.

MP: Czy trudno jest pisać w duecie?

KMK: Do tej pory nie było to trudne. Wyobrażam sobie, że mogłoby być frustrujące w momencie, kiedy wizje obu autorów zaczęłyby się rozjeżdżać i każdy chciał przeforsować własną, ale jak dotąd nie miałam takiego problemu. Powiedziałabym nawet, że w duecie pisze się łatwiej niż samemu, autorzy siłą rzeczy wzajemnie się motywują i wspierają.

MP: Czy masz autora, który Cię inspiruje? Którego twórczość podziwiasz?

KMK: Ojoj, będę wymieniać do bladego świtu 😉 Jeśli chodzi o horrory, najbardziej cenię twórczość panów prezentujących dwa skraje horroru – Edgara Allana Poe i Edwarda Lee. Bardzo chętnie wracam też do Ksiąg Krwi Barkera. Kocham baśnie Andersena. Ogólnie moją ulubioną autorką jest Marion Zimmer Bradley, której książki cenię przede wszystkim za pewien poziom refleksji. Za absolutną guru stylu uznaję Tanith Lee, z jakiegoś powodu u nas nieszczególnie popularną. Swego czasu duży wpływ wywarła na mnie twórczość Ursuli K. le Guin i Roberta Silverberga. Z głównego nurtu, bardzo cenię Joyce Carol Oates i Davida Lodge’a.

MP: Jak sądzisz, czy gdybyś pisała pod męskim pseudonimem, Twoje teksty cieszyłyby się większą popularnością?

KMK: Nie sądzę. Kobieta pisząca horror mocno podszyty erotyką (delikatnie mówiąc) to w naszym kraju wciąż ciekawostka. Być może moja twórczość cieszyłaby się większym powodzeniem, gdyby mój wizerunek był bardziej spójny z treścią. Zdarzyło mi się kilku fanów rozczarowanych – wszak powinnam chodzić w czarnym gorsecie, najlepiej z pejczem u boku, a nie z kwiatkiem we włosach i t-shircie z Doctora Who, posiadać węża i pająka, a nie koty czy psa oraz kolekcjonować ludzkie czaszki zamiast My Little Pony. To tak a propos stereotypów…

MP: Nie myślałaś o wydaniu samodzielnego zbioru opowiadań lub o napisaniu dłuższej formy? Czy obawiasz się, że Twoje teksty mogłyby zostać źle odebrane przez czytelnika – w końcu zawierają bardzo brutalne opisy, często obrzydliwe, a przecież kobiecie nie przystoi pisać w ten sposób.

KMK: Piszę mało, bo robię to tylko wtedy, kiedy naprawdę mam czas i ochotę. Nie chciałabym tego robić zawodowo. W tzw. szufladzie nie mam wolnych tekstów, w związku z czym jest mi trudno uzbierać na własny zbiór. Nie czuję potrzeby napisania powieści, ale może kiedyś poczuję – naciski są wywierane 😉 Zdaję sobie sprawę, że przez całe masy czytelników moje teksty są źle odbierane, niekoniecznie dlatego, że to baba napisała. Wynika to, jak sądzę, z samej natury horroru ekstremalnego, wielu czytelników nie daje rady przebić się do treści przez warstwę makabry. Rozumiem to i nie mam pretensji, kiedy zarzuca mi się „epatowanie” i „szokowanie”, jakkolwiek siadam do pisania po to, żeby opowiedzieć historię, a nie żeby ludzi doprowadzić do wymiotów. Reszta to tylko dekoracje. Czasem się nie podobają i wtedy czytelnik traci chęć na zapoznanie się z tym, co jest pod nimi ukryte. Zdarza się sugerowanie mi, że posiadam „męski mózg”, wszak kobiecie nie przystoi… Częstsze są jednak obawy o moje zdrowie psychiczne, bo jak w ogóle można coś takiego napisać… Ano można. I inspiracja do tego płynie czasem z najbardziej niewinnych źródeł.

MP: Czy czujesz się związana ze środowiskiem grozy?

KMK: W jakiś sposób na pewno, w końcu dzięki temu środowisku poznałam współpracowników, którzy szybko stali się moimi przyjaciółmi. Obracają się w nim także moi czytelnicy. Nie podoba mi się jednak, że tyle w tym środowisku niezgody. Nie bardzo mnie interesuje, kto, kiedy i z jakiego powodu zaczął, gorzej, że nikt nie kończy.

MP: Poza pisaniem, masz na swoim koncie również duży wkład w organizowanie festiwali. Miałam przyjemność uczestniczyć w Polconie ‘2016, gdzie byłaś odpowiedzialna za blok horroru. Czy pamiętasz swój pierwszy festiwal, w który byłaś zaangażowana? Jak wygląda organizacja tak dużej imprezy?

KMK: W 1995 roku zapisałam się do Gdańskiego Klubu Fantastyki (należę po dziś dzień), głównie żeby grać w RPG. Wtedy też dowiedziałam się, że jest coś takiego, jak konwenty i pojechałam na swój pierwszy Nordcon, na którym trochę pomagałam w recepcji. W 1997 roku po raz pierwszy znalazłam się w składzie grupy operacyjnej Nordconu. Przez lata pełniłam na różnych konwentach rozmaite funkcje, udzielałam się jako organizatorka, prelegentka, prowadząca spotkania, panele i konkursy, tancerka i tłumaczka. Na podstawie własnego doświadczenia powiedziałabym, że praca przy tak dużej imprezie wymaga przede wszystkim rzetelnej i odpowiedzialnej ekipy, która nie zacznie uciekać, kiedy pojawią się trudności, zostawiając resztę na lodzie i z dodatkowymi obowiązkami. Należy nastawić się także na bieganie po urzędach i mozolne, drobiazgowe tłumaczenie specyfiki fandomu prawie każdemu kontrahentowi.

MP: Czy masz jakieś plany wydawnicze w najbliższym czasie?

KMK: Mam, ale ich obwieszczenie pozostawię wydawcy.

MP: Czym zajmujesz się na co dzień?

KMK: No przecież to wiadomo: szlachtowaniem niewinnych i zabawianiem się ze zwłokami 😉 Kiedy już się zmęczę i najem, zajmuję się pielęgniarstwem zwierząt.

MP: Skąd wzięła się twoja ksywka „Mangusta”?

KMK: Ze szkoły tańca, z którą byłam związana jakiś czas temu. Pozwoliłam sobie raz na mały żarcik  wobec instruktorki o ksywce Kobra. Mangusty to zwierzęta polujące na węże. Żarcik się tak spodobał, że zostałam Mangustą. Z początku złościłam się, kiedy mnie tak nazywano, ale po bliższym zapoznaniu się z tym zwierzęciem uznałam, że jednak pasuje. Teraz nawet mama mnie tak nazywa.

MP: Zatem o czym marzy Karolina „Mangusta” Kaczkowska – autorka?

KMK: Autorka? O tym, żeby powstała gra komputerowa na postawie Domu Gry. Albo żebym miała czas i środki, żeby zrobić ją sama.

MP: Trzymam mocno kciuki za spełnienie tych marzeń i serdecznie dziękuję za rozmowę!


Karolina „Mangusta” Kaczkowska – urodzona w 1980 roku. Kobieta o przyciężkawym charakterze, wrażliwości worka gwoździ i osobliwym guście. Absolwentka dwóch uniwersytetów – Wrocławskiego i Przyrodniczego we Wrocławiu. Pisze od dziecka, publikuje od 15 roku życia. Miłośniczka fantastyki i horroru, który traktuje z przymrużeniem oka, podobnie jak swoją własną twórczość.

Publicystka i autorka opowiadań, zwłaszcza z gatunku bizarro i horror (np. Zombie Love, Zjedz mnie, Otworek, Maluszek, Lewa), najlepiej czuje się, tworząc krótkie formy. Współautorka zbioru opowiadań Liturgia plugastwa (Horror Masakra, 2015), Ofiarologia (Dom horroru, 2017) oraz Potrójne uderzenie (Dom Horroru, 2017).

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *