Agnieszka Kwiatkowska: „powiem nieco przekornie, że dla mnie groza nie ma płci”

Magdalena Paluch: Agnieszko, bardzo dziękuję Ci za udział w akcji Groza jest kobietą. Jak uważasz, naprawdę można stwierdzić, że groza jest kobietą, skoro jakoś tak o tych kobietach cicho w naszym środowisku?

Agnieszka Kwiatkowska: Dziękuję Ci, Magduś, za zaproszenie do tej akcji. Odpowiedź na Twoje pytanie to w sumie temat-rzeka, ale powiem nieco przekornie, że dla mnie groza nie ma płci. Mawia się, że kobieca groza jest delikatniejsza i subtelniejsza, ale kłam temu twierdzeniu zadają choćby Magda Kałużyńska czy Karolina Kaczkowska. Jak ich twórczość jest delikatna, to ja jestem chińska cesarzowa… To, czy o kimś jest cicho czy głośno, to moim zdaniem kwestia charakteru, śmiałości, umiejętności promowania się. A tu już wkraczamy na teren dość trudny, bo przecież mawiało się kiedyś, że trzeba siedzieć w kącie, to cię znajdą. Reklamowanie swojego produktu, czyli książki, wymaga już głośnego mówienia o sobie. Żaden tam post na Facebooku, że coś tam się skleciło, że jakaś tam antologia, gdzie jakieś tam nasze opowiadanko się znalazło. Kobiety są w naszym grozowym środowisku dobrze znane, mamy sztandarowe nazwiska, które kojarzy każdy wydawca czy szanujący się grozomaniak. I choć panie robią wokół siebie o wiele mniej szumu, tak stanowią bardzo silny element polskiej grozy. Jeszcze kilka lat temu piszące kobiety stanowiły niewielki procent grozowego ogółu. Pamiętam jedno z wydań Histerii, w którym znalazł się jeden z moich tekstów. To były początki mojego pisania i byłam wtedy jedyną kobietą w numerze. Na przestrzeni tych kilku lat panie coraz śmielej rzucały się do klawiatur i teraz proporcje publikacji w magazynach czy antologiach są wyrównane. Płeć piękna coraz częściej wygrywa konkursy, teksty pań są wysoko opiniowane. Pojawiają się nowe nazwiska, które albo idą dalej w pisanie, albo znikają po jakimś czasie, a szkoda, bo gdzie się na przykład podziała Olga Rot? Kilka genialnych tekstów i cisza…

MP: Kiedy napisałaś swoje pierwsze grozowe opowiadanie? Pamiętasz, skąd się wziął na nie pomysł?

AK: Pierwsza groza to były lata nastoletnie. Późna podstawówka, początek liceum. To było fantastyczne doświadczenie, bo powstały wtedy dwa zbiory opowiadań, łączące to, co do tej pory nadal uwielbiam – grozę, tajemnicę, wątki kryminalne. Miałam zaciesz, jak to pisałam, i nie wiem, czy do tej pory gdzieś te cuda w szufladzie nie leżą. Akcję osadziłam w szesnastowiecznej Polsce, w rodzinie bogatego księcia, którego córka, zbuntowana i inteligentna piękność odkrywa, że posiada nadnaturalne umiejętności. Nagle pojawiają się zalotnicy i śmiertelni wrogowie, w tym zazdrosne kobiety, jest zamorska podróż, dramat uczuciowy, rodzinna tajemnica i nasłany na księżniczkę skrytobójca. Nie, bohaterka nie nazywała się Mary Sue 😀 ale grafomaństwo musiało się lać hektolitrami. Jak teraz myślę o tych swoich pierwszych dziełach, to dochodzę do wniosku, że po ponownym napisaniu całość miałaby ręce i nogi, bo gdyby wykreślić historyczne i społeczne absurdy oraz trzy czwarte zalotników, to  fabuła miała ręce i nogi. A wszystko to przez moją fascynację historią Polski i schyłkiem epoki Jagiellonów oraz pierwszymi elektami. Bo królowie też się musieli pojawić, rzecz jasna!

Potem była długa, bardzo długa przerwa, a do pisania wróciłam jakoś w okolicach trzydziestki. Początkowo pisywałam krótsze i dłuższe historyjki, trenowałam warsztat, a potem pojawił się Świat według łyżeczki. Nie, wróć. Drugi peron był wcześniejszym tekstem, z tym, że pisanym ze trzy albo cztery razy. Miałam bardzo dobrą redaktorkę, koleżankę, która bezlitośnie cięła mi teksty. Drugi peron czekał więc kilka lat, zanim został ostatecznie napisany, a było to podczas kompletowania tekstów do zbioru. Łyżeczka była więc pierwszym grozowym tekstem, który został opublikowany.

MP: Twój debiutancki zbiór opowiadań Drugi peron ukazał się 2 lata temu. Czy teksty, które się w nim znajdują powstawały na przestrzeni lat, czy po prostu usiadłaś i je – ot tak – napisałaś? Możesz opowiedzieć o kulisach tworzenia?

AK: Strasznie trudno było mi zebrać teksty, bo do każdego mam sentyment. To zbiór mojej kilkuletniej pracy, starannie wyselekcjonowany. Większość króciaków była już wcześniej publikowana, natomiast dwa najdłuższe teksty, Medium i Drugi peron zadebiutowały w zbiorku. Mali powstańcy to zwycięski tekst konkursowy Histerii, który napisałam w jeden dzień, bo tyle miałam czasu – przypadkiem znalazłam ogłoszenie o naborze. W jeden dzień napisałam też Zaułek Zaginionych – wbrew pozorom nie jest trudno napisać coś publikowalnego w tak krótkim czasie, ale trzeba mieć pomysł i wiedzieć, co się chce napisać. Drugi peron powstał na bazie fragmentu mojego snu, a bardzo często ze snów biorą się moje inspiracje. W tym śnie jako dyżurny ruchu wychodziłam z małej stacji kolejowej pośród pól,  ciągnąc za sobą worek. Przechodziłam potem przez furtkę na pole, a chmury na niebie miały dwie barwy. Jedne były krwistoczerwone, inne niebieskie. Dlatego w opowiadaniu niebo nad bohaterem ma takie właśnie barwy, choć w sumie nie jest to element niezbędny. Trzy miasta z kolei miały być zabawą słowem i opisem; główną rolę miały tam grać zapachy, barwy.

MP: Czy któreś z opowiadań ze zbioru jest Ci szczególnie bliskie?

AK: Drugi peron, pewnie dlatego, że mordowałam się z nim przez kilka lat. To była ciężka przeprawa, takie „love-hate”, bo tekst był mi bardzo bliski, ale dał mi w kość. Ile razy chciałam go rzucić w kąt! A teraz jest tytułowym opowiadaniem ze zbioru, na co zasłużył, i nawet okładka odnosi się do jego treści.

MP: Poza zbiorkiem opowiadań, Twoje pojedyncze teksty znaleźć można m.in. w antologiach Zwierzozwierz, Sny Umarłych czy Słowiańskie koszmary. Ponieważ kojarzę Cię jako autorkę, która czerpie jak najwięcej z klasycznej literatury grozy, czy trudno Ci było pisać teksty, które z góry narzucały temat?

AK: Nie. Nigdy nie miałam problemów z narzuconym tematem, ponieważ trenując warsztat, zdarzało mi się pisać teksty o wyraźnie sprecyzowanych wytycznych. Lubię wyzwania, które narzucają temat, bo to daje mi pole do popisu. Zazwyczaj wtedy kombinuję, staram się podejść do tematu z nieco innej strony, nie pisać stereotypowo o tym, co jest w temacie. Zresztą taki chociażby motyw słowiański daje ogromne możliwości piszącemu. Sny umarłych w ogóle nie narzucały tematu, jedynym warunkiem była konwencja weird. Moim zdaniem da się napisać tekst na każdy temat, trzeba tylko czasem dopasować pomysł, który mamy w głowie, do warunków, jakie musimy spełnić. I  pamiętajmy, że nawet o nawiedzonym domu można napisać oryginalnie. Nie zawsze musi to być grupa ludzi w wiktoriańskiej posiadłości.

MP: Myślałaś o napisaniu powieści? Czy raczej bliższa jest ci krótsza forma?

AK: Myślałam, ale biorę się za powieść, i biorę i jakoś nie rusza to dalej. Zaczynam podejrzewać, że jednak najbardziej spełniam się w opowiadaniach. Śmiałam się kiedyś, że szybko się nudzę i przy opowiadaniu zdążę je skończyć, zanim mi się ono znudzi. W pisaniu powieści nadal przeraża mnie ogrom wątków, które trzeba pospinać w jedną spójną całość. No i inna rzecz – mnie w trakcie pisania często przychodzą do głowy inne pomysły na zakończenie, dodatkowe wątki. Nie jest to problem w opowiadaniu, takie wolty zazwyczaj wychodzą moim tekstom na dobre, ale już w powieści trzeba się chyba pilnować z nagłymi zmianami. Poza tym ja po prostu lubię opowiadania.  Nie znaczy to, że mówię całkowite „nie” własnej powieści. Mam około 100 tysięcy znaków tekstu, który zaczęłam pisać dobrych 5 lat temu i nagle utknęłam, z różnych powodów. Teraz ten zaczątek patrzy na mnie z pulpitu niczym wielki wyrzut sumienia. Ale nie daję gwarancji, że go dokończę. Na dwóch Kfasonach mówiłam to samo – że pracuję nad powieścią. Byłoby więc głupio powtórzyć to samo po raz trzeci, więc… Poproszę o kolejne pytanie!

MP: Jak sądzisz, czy gdybyś pisała pod męskim pseudonimem, Twoje obecne i przyszłe teksty cieszyłyby się większą popularnością?

AK: Nie sądzę. Na temat lekceważącego podejścia do kobiet, piszących w gatunkach uznawane bardziej za męskie, powiedziano i napisano już wiele. Ja jednak nigdy nie spotkałam się z negatywnymi reakcjami co do moich tekstów. Owszem, kiedy mówię,że lubię grozę i horrory, często słyszę: „Ojej, horrory! Nie boisz się? Ja to nie lubię”. Jednak nie ma to nic wspólnego z tym, że jestem kobietą, raczej z tym, jak przeciętny człowiek podchodzi do grozy. Zresztą gdybym nawet pisała pod męskim pseudonimem, nie zmieniłoby to moich tekstów ani na jotę. Jeśli więc kogoś nudzi klasyczna groza, historie o duchach, a woli bardziej soczyste kawałki mięsa, to Drugi peron znuży go niemiłosiernie, bez względu na autora.

MP: Jak do Twojej twórczości podchodzą Twoi bliscy? Wspierają Cię, czy raczej mówią: „Daj se, babo, spokój!”.

AK: Wspierają, a jakże! Mama czyta wszystko, co napiszę, chociaż grozy to ona nie lubi. Ale wiadomo, córcia napisała, dobra mama czyta. Raz zdarzyło jej się roześmiać w głos podczas czytania Czarnego powozu, a mnie zatkało, bo tam nawet cienia humoru nie ma… Obdarowana książką babcia była bardzo zadowolona, podobnie jak prawie dobiegająca siedemdziesiątki ciocia. Przyjaciele i znajomi wiedzą, że piszę, chociaż aż tak bardzo się tym nie ekscytują.

MP: Czy masz autora, który Cię inspiruje? Którego twórczość podziwiasz?

AK: Zawsze jest ktoś taki, choć moje wzory zmieniały się na poszczególnych etapach życia. Jakieś 20 lat temu odkryłam twórczość Karen Blixen i choć zakończenia jej opowiadań mnie rozczarowywały, to ogromnie podziwiałam jej styl. Te gładkie, eleganckie zdania, które zdają się płynąć… Blixen była dla mnie inspiracją, jeśli chodzi o styl, bo bardzo podoba mi się jego gładkość, operowanie słowem, elegancja. Elegancki jest też dla mnie Flaubert, który jako chyba jedyny umiał napisać o bezdennej nudzie w tak ciekawy sposób. Jego opisy są przegenialne i chyba tu również pojawia się moja inspiracja. Lubię też, gdy autor wychodzi nieco poza ramy gatunkowe, czyli łączy kryminał bądź horror z dobrym obyczajem. Sto procent gatunku w gatunku nie jest dobre, i pewnie stąd szalona popularność skandynawskich kryminałów, do których wielbicielek i ja się zaliczam. Cenię też kryminały brytyjskie, choć w Polsce akurat nie są zbyt popularne, pomijając Agathę Christie. Wychodzi na to, że jako czytelniczka cenię sobie słowotok, a czasem wręcz przegadanie 🙂 No a jeśli chodzi o horror i grozę, to jestem z tych, którzy za swoje guru uważają Mastertona. Tak, wiem, że jego powieści są schematyczne i powtarzalne. Ale co ja poradzę, że z Kingiem mi nie po drodze? Pierwszy horror, jaki przeczytałam, to  Manitou. Lovecraft i Poe mnie raczej męczą, za to Grabińskiemu biję pokłony za tę pasję, jaka bije z każdej strony, każdego zdania jego opowieści kolejowych.

MP: Masz nietypową pasję – kochasz sowy. Nie myślałaś o napisaniu książki dla dzieci (a nawet dla dorosłych), której bohaterem będzie sowa? W zasadzie w Zwierzozwierzu taki motyw się pojawił i mnie osobiście bardzo się spodobał.

AK: Sowia opowiastka ze Zwierzozwierza ma już swój ciąg dalszy 🙂 I nie jest to historia dla dzieci, bo nigdy nie czułam się dobrze w bajkach. To zdecydowanie opowieść dla dorosłych, zwariowana, podlana sporą ilością czarnego humoru. Ale tę kontynuację piszę już bardziej dla samej siebie, bo jak tu nie napisać dalszego ciągu, kiedy w mojej głowie pojawia się nowa bohaterka, prześliczna płomykówka Blanche z wydziału bardzo specjalnego? Sowia saga, jak to czasami nazywam, to coś, co  będę kontynuować, ale nikt tego nie wyda, bo jest zbyt specyficzne. Taki ni pies,ni wydra. Baśń dla dorosłych?

MP: Czy czujesz się związana ze środowiskiem grozy?

AK: Tak, chociaż żałuję, że nie mam zbyt wielu okazji do spotkań z ludźmi z grozosfery na żywo. Ciężko jest się zgrać czy skrzyknąć w parę osób i zazdroszczę trochę krakowiakom, którzy tworzą chyba bardziej skonsolidowane, współpracujące ze sobą środowisko. Warszawska grozosfera to świetni ludzie, ale brak mi tutaj większego kontaktu, czasem spotkań, bo raz, że fajnie spotkać się i pogadać z ludźmi, których się lubi i z którymi ma się wspólne pasje, a dwa, temat promowania grozy wśród ludzi spoza środowiska powraca jak bumerang, ale do tego trzeba wspólnej inicjatywy, działań, wyjścia do ludzi. Nikt nie zrobi tego lepiej niż my, pisarze.
Ale mimo rzadkich spotkań z ludźmi z fandomu przyjeżdża się potem na Kfason i nagle zna się wszystkich, z każdym się wita i rozmawia. To jest właśnie urok niedużego fandomu i małego konwentu, który jest kameralny i chyba przez wiele lat kameralny pozostanie.

MP: Czy masz jakieś plany wydawnicze w najbliższym czasie?

AK: Z rzeczy pewnych wiem, że na wiosnę ukaże się amerykańska antologia Crypt-Gnats, do której zakwalifikował się Zapach kamienia. Pierwszy raz mój tekst powędrował za ocean. Teraz mam w planach dokończyć zaczęty parę miesięcy temu tekst, przy którym zawiesiłam się na końcówce.

MP: Czym zajmujesz się na co dzień?

AK: Paznokciami. Po latach pracy biurowej przekwalifikowałam się i trzy lata temu zostałam manikiurzystką. Śmieję się, że powinnam się tym od zawsze zajmować, bo mam dryg do prac manualnych. Umiem nieźle obcinać włosy, uwielbiam dobierać kolory, a i obrus jeszcze potrafiłabym wyhaftować 🙂

MP: I na koniec chciałam zapytać, o czym marzy Agnieszka Kwiatkowska – autorka?

AK: Żeby więcej pisać i umieć się bardziej skupić na jednej rzeczy na raz. I więcej konsekwencji by się przydało.

MP: Aga, tego Ci bardzo życzę i dzięki za rozmowę!


Agnieszka Kwiatkowska – ur. w 1978 roku. Mieszka w Warszawie, pracuje jako manikiurzystka. Pisanie to hobby, które od miesięcy próbuje przekuć pomysł w pełnowymiarową książkę. Pasjonatka sów, lubi dobrą kawę, kraftowe piwo i włoską kuchnię.
Pierwsze kroki stawiała nieśmiało na Szortalu, gdzie ukazał się jej debiut w konwencji grozy, czyli Świat według łyżeczki. Później na dłużej związała się z Magazynem Histeria, w którym opublikowała kilka tekstów. Jej debiutem książkowym jest zbiór Drugi peron i inne opowiadania, którego tytułowy tekst, Drugi peron, jest początkiem przygody z grozą – pierwsza jego wersja powstała kilka lat temu. Kilka opowiadań zostało przetłumaczonych na język czeski i ukazało się w magazynie Howard.
Strona autorki na Facebooku: https://www.facebook.com/AgnieszkaZoeKwiatkowska/

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *