Izabela Szolc: „Odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach zaszufladkowanie to błogosławieństwo”

Magdalena Paluch: Cześć, Iza! Bardzo dziękuję, że zgodziłaś się na wzięcie udziału w cyklu wywiadów Groza jest kobietą. Zdaję sobie sprawę, że cała akcja miała się skończyć ciut wcześniej, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Najważniejsze, że nasza rozmowa nareszcie ujrzy światło dzienne.
„Groza jest kobietą” – to hasło nie jest Ci obce, bo kilka lat temu, podczas 3. edycji Krakowskiego Festiwalu Grozy KFASON wzięłaś udział w panelu dyskusyjnym o tej samej nazwie. Czy jesteś w stanie powiedzieć, co w tej literackiej grozie kobiecej zmieniło się od tamtego czasu?

Izabela Szolc: Ja ze swojej gawry jaśniej widzę kobiety, kształtujące ten gatunek. I to jest bardzo dobre. A skoro ja je widzę, będąc na marginesie, to oznacza, że jeszcze lepiej są dostrzegane z centrum, o ile tego centrum jeszcze nie kształtują. To oznacza, że robota została dobrze wykonana. Dobrze wykonana robota to powód do dumy i potencjalna możliwość osiągnięcia kolejnego pułapu rozwoju. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że zaproszenie na Kfason i cała inicjatywa otagowana Groza jest kobietą jest dla mnie istotna i niewątpliwie dla innych pisarek też. Dało mi to sporo przyjemności, a wciąż daje wiedzę.

MP: Jesteś najstarszą stażem autorką zaproszoną do mojego projektu. Chciałam zapytać, o Twoje początki z pisaniem? Kiedy Iza Szolc pomyślała sobie: „Zostanę pisarką, napiszę książkę”?

ISz: Miałam dwanaście lat. Zmieniała się rzeczywistość. Zastanawiałam się, co mogą zagwarantować mi rodzice, a czego nie dadzą już rady, przy pikującej sytuacji finansowej. Wzięłam pod uwagę wyjściowe umiejętności, niektóre z nich mogłam rozwinąć pracując w pojedynkę, do innych potrzebowałabym certyfikacji. Nie zostałam bakteriologiem ani psychiatrą, bo to wymagało czasu i dochodów, o których wiedziałam, że nie będę nimi dysponować. Zostałam pisarzem.

MP: Nie jesteś autorką, która kurczowo trzyma się jednego gatunku. Groza, fantastyka, kryminał, obyczaj, romans. Skąd taki pomysł na różnorodność? Boisz się zaszufladkowania?

ISz: Odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach zaszufladkowanie to błogosławieństwo. A różnorodność brała się z trzech rzeczy. Pierwsza z nich to wyzwanie. Czy dam radę? Druga rzecz: ciekawość. Czy poradzę sobie z daną materią dramatyczną? Trzecia rzecz: rachunki. Jak dostajesz zlecenie, a nie masz pieniędzy, to je bierzesz.

MP: Książki którego gatunku pisze Ci się najszybciej/ najłatwiej?

ISz:  To jest taki rodzaj rankingu, nad którym ja się już nie zastanawiam. Masz jakieś wyrobione umiejętności i z nich korzystasz. Możesz powiedzieć, że pewne tematy są dla ciebie bardziej inspirujące, ale to niekoniecznie oznacza, że praca nad nimi będzie łatwiejsza. Co zaś do szybkości, to to zależy od ogólnej formy w jakiej się znajdujesz. I od formy ludzi, którzy cię otaczają. Koncentrujesz się, czy musisz gasić małe pożary wokół siebie.

MP: A czy któraś z dotychczas napisanych przez Ciebie powieści jest Ci szczególnie bliska?

ISz: Siostry, wydana w 2012 roku przez sopocki „Smak Słowa”. Jestem z niej najbardziej zadowolona jako pisarka. To była czysta przyjemność: pisanie jej. A nawet więcej: czysta przyjemność w bardzo trudnych czasach.

MP: Wróćmy na chwilę do Twoich powieści grozy: Opętanie i Żona rzeźnika. W pierwszej, jak sam tytuł na to wskazuje, znajdziemy motyw opętania, w drugiej – kanibalizm. Obie powieści są bardzo klimatyczne, ale też trudne w odbiorze. Oznacza to, że dają do myślenia i nie służą tylko i wyłącznie rozrywce. Dlaczego akurat poruszyłaś takie tematy?

ISz: Zastanawiałam się, jak ludzie radzą sobie ze swoim człowieczeństwem. Tygrys raczej nie spędza dni, rozważając, na czym polega istota bycia tygrysem. Czy ten stan, to przyrodzenie mu się podoba czy nie? Z jednej strony religia, z drugiej perwersja pozwalają niektórym z nas funkcjonować. Opętanie jest książką o religii, Żona rzeźnika książką o perwersji. Oczywiście, obie są też w jakimś stopniu historiami o miłości, bo bohaterowie tła bardzo mocno kochają, a miłość to stan, który zwalnia nas z myślenia.

MP: Masz na swoim koncie współpracę w duecie (autorka napisała trzy książki wspólnie z Adrianną Michalewską – przyp. MP). Czy chciałabyś jeszcze kiedyś napisać książkę z innym autorem/ autorką, czy jednak wolisz pracę indywidualną?

ISz: Gdybym się miała kierować końcówką mojej współpracy z Adrianną Michalewską, to już nikt nigdy by mnie do duetu nie namówił. A ja nie wykluczam możliwości pracy z drugą osobą, choć tym razem raczej nie zdecyduję się na pisanie z kimś bez istotnego dorobku, kierując się tylko uznaniem dla domniemanej pracy teoretycznej (Adrianna Michalewska ma doktorat z literatury popularnej). Kolejną rzeczą, na którą ewentualnie zwrócę uwagę, to podobieństwa społeczne, nawet te obyczajowe, przekonania. W Przeminęło z wiatrem pada takie zdanie: „łączyć się ze sobą powinni ludzie podobni”. Ono rzecz jasna dotyczy małżeństwa, ale przy dłuższym procesie pisania także sprawdza się jak ulał. Przyciąganie się przeciwieństw jest interesujące na krótką metę. I z reguły dotyczy tylko seksu.

MP: Czy uważasz, że pisząc pod męskim pseudonimem, Twoje książki cieszyłyby się większą popularnością wśród czytelników?

ISz: Tak. Wciąż kobiety są oceniane ostrzej. U pisarek nie ocenia się tylko ich umiejętności zawodowych, ale wygląd, umiejętności społeczne i postawę. Nieprzypadkowo powieści sprzedaje się teraz nadmuchanymi anegdotami o macierzyństwie lub motywuje się swoje decyzje pisarskie chęcią ochrony rodziny. Tak doradzają działy PR: masz być „swoja”, a nie „dzika”. W dodatku wciąż pokutuje przekonanie, że kobiety koncentrują się na błahych tematach, uciekając od problemów rzeczywiście istotnych. Cóż, przynajmniej w swoich myślach jestem starym bernardynem (samcem), który pognał za dzikim królikiem… To daje swobodę.

MP: Gdybyś mogła cofnąć czas, której powieści/ tekstu nigdy byś nie napisała?

ISz: Może nie zaśpiewam donośnym głosem: „nie, niczego nie żałuję”, ale nie zastanawiam się nad rzeczami minionymi. Dokonywałam najlepszego wyboru, jaki był możliwy w tamtych okolicznościach. I nadal będę tak robić. Życie to zrewiduje.

MP: Czy czujesz się związana ze środowiskiem grozy?

ISz: Jakkolwiek może to źle zabrzmieć, ja nie czuję się związana z żadnym środowiskiem. Środowisko  tworzą ludzie, a moje umiejętności komunikacyjne i kompetencje społeczne nie są najlepsze, choć na pewno lepsze niż przed laty. Wiedząc o tym, po prostu się nie wiążę. A najprawdopodobniej – nie potrafię. Ale cieszy mnie, że środowisko grozy istnieje. Bo to niezwykle istotny gatunek. Taki, który daje nam najsilniejsze emocjonalne rozładowanie. Horrory należałoby zapisywać na receptę. Starożytni Grecy o tym wiedzieli, naciskając na rytualne katharsis w swojej kulturze dramatu.

MP: Jesteś kobietą-orkiestrą: autorka, modelka, obrończyni zwierząt, redaktorka, nawet miałaś romans z aktorstwem. Skąd ta potrzeba życia na wysokich obrotach i próbowania go?

ISz: Jeśli czuję jakąś aktualną potrzebę, to staram się ją zaspokoić. Nie przewiduję, że Pan Bóg da mi repetę. A kompletnie nie wierzę w zamienniki erzace. Oczywiście ma to swoją cenę. Przede wszystkim społeczną. Ale ja się godzę z tym warunkiem. Mówi się, że najcenniejsze rzeczy są za darmo, ja uważam, że jest zupełnie na odwrót.

MP: Nad czym obecnie pracujesz?

ISz:  Tutaj nic się nie zmieniło: nadal nie rozmawiam o rzeczach, nad którymi aktualnie pracuję. To jeden, możliwe, że ostatni pisarski przesąd, który pozostał mi z czasów, kiedy moja praca wymagała tej odrobiny magii.

MP: Czym zajmujesz się na co dzień?

ISz: Pisaniem i czytaniem. Oglądaniem filmów i seriali. Lubię też zapaść się w fotel i przemyśleć to i owo. Nawet jakby miało to ostatecznie być jałowe.

MP: O czym marzy Izabela Szolc – autorka?

ISz: Nigdy o niczym nie marzyłam. I zdaję sobie sprawę, że to jest rodzaj upośledzenia. Cieszę się, że po latach prób udało mi się znaleźć odpowiedni balans na linii życia. I dobrze by było go jak najdłużej utrzymać.

MP: Zatem mocno trzymam kciuki za jak najdłuższe utrzymanie tego balansu i dziękuję za rozmowę!


zdj. Sebastian Komicz

 Izabela Szolc – autorka powieści i zbiorów opowiadań: Śmierć w hotelu Haffner (2015), Żona rzeźnika (2013), Siostry (2012), Strzeż się psa. Psi kryminał (2011), Martwy punkt (2010), Naga (2010), Cichy zabójca (2008), Ciotka Małych Dziewczynek (2007), Połowa nocy (2005), Opętanie (2004), Jehannette (2004), Lęk wysokości (2004), Hebanowy świat (2003), Wszystkiego najlepszego (2003). Poza tym jej opowiadania ukazały się w szeregu antologii i magazynów literackich. Współpracuje także z innymi autorami przy projektach powieściowych na podstawie własnej koncepcji oraz publikuje pod pseudonimem. Powieść Żona rzeźnika była nominowana do „The ANGELUS Central European Literature Award”. Została „Najlepszą Książką Roku 2013” w kategorii „literatura piękna” Granice.pl (wybór krytyków). Opowiadanie Watykan (druk 1997 – „Nowy Talizman”) uhonorowane przedrukiem w kultowej antologii opowiadań z całego świata wprowadzających w nowe tysiąclecie -„Vatican“ w „Reptilienliebe.” Internationale Science Fiction Stories herausgegeben von Wolfgang Jeschke, Wilhelm Heyne Verlag, München 2001. Opowiadanie Latarnia Heaven było nominowane do „Srebrnego Globu 98”, Nagrody Polskich Pisarzy SF i Fantasy. Serial „Niebo” na podstawie tego opowiadania wygrał I edycję NOS TVP w kategorii „Wieczorny serial sensacyjny”.

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *