Magdalena Kałużyńska: „Chciałabym napisać taki horror, żeby czytelnikowi majtki spadły”

Magdalena Paluch: Magdaleno, przyznasz, że trochę miesięcy upłynęło, zanim nadeszła Twoja kolej na przepytanie Cię w ramach akcji Groza jest kobietą. Biję się mocno w pierś z tego powodu, ale na szczęście mamy ze sobą stały kontakt, więc wiesz, co u mnie i dlaczego tak się obsunęło było wszystko. Czy z perspektywy czasu jesteś w stanie powiedzieć, czy projekt ten wniósł coś do świadomości czytelników, czy raczej był totalnie zbędny i nadal nikt nie będzie kojarzył Magdy Kałużyńskiej, Izy Szolc, Joasi Pypłacz i wszystkich pozostałych autorek, z którymi miałam przyjemność rozmawiać do tej pory?

Magdalena Kałużyńska: Po pierwsze: nigdy nie bij się w pierś, gdyż nie po to jest owa. Po drugie: powiem szczerze, bo inaczej nie umiem, jak widzę projekt Groza jest kobietą. Takoż mówię, co następuje: Tobie się należą główne propsy za chęci promocji kobiet piszących grozę w Polsce. Bo Tobie się chciało zorganizować taką akcję, opracować wywiady Ci się chciało, powinnam zacząć od początku i chronologicznie, że to Ty wyszłaś z inicjatywą, to na Twojej Grozowni wywiady opublikowałaś, to Ty wzięłaś sobie za punkt honoru, żeby pokazać światu kobiety piszące grozę i horrory albo temu światu owe niewiasty przypomnieć. Także uważam, że nie ma takiej siły we Wszechświecie, nie ma takiej fizycznej możliwości, żeby projekt Groza jest kobietą okazał się niewypałem, czy też nic nie wniósł do świadomości kogokolwiek. A skoro ten projekt jest od początku do końca Twój, bo jest, to w ogóle sobie nie wyobrażam możliwości jakichkolwiek pretensji odnośnie czegoś takiego jak obsunięcia czasowe. Równie dobrze mogłaś publikować wywiad co miesiąc albo co kwartał. Twoja wolna wola i skrzypce. Także tak to widzę. I jeszcze widzę inne kwestie, a mianowicie: zwieńczeniem wywiadów mogłaby być rozmowa z Tobą, na przykład przeprowadzona przeze mnie. A że nie mam strony www ani blogaska, pozostaje jakoś ogarnąć rozmowę z Tobą w krwawym podkaście. Co Ty na to? Hm? Hmmmmm?
Czyli podsumowując mądrości cioci Madzi: Projekt Groza jest kobietą na pewno nie jest zbędny, został przeprowadzony po całości po Twojemu, w Twoim stylu, w Twoim tempie, wisi na Twojej przestrzeni internetowej. I to wszystko ten projekt, moim zdaniem, wyróżnia. Twoja osoba ten projekt wyróżnia. Dosłownie i w przenośni. Jedyna w swoim rodzaju seria rozmów kobiety kochającej grozę z kobietami o łączącej je grozowej twórczości. Cóż może być piękniejszego niż pokazać, że w tej literaturze, która sama w sobie jest niszowa i bardzo często pomijana tak zwanym wymownym milczeniem, czy też traktowana jak zło konieczne, istnieje różnorodność. I autorek, i tematyki, którą te autorki poruszają. Inna sprawa jest taka, że podeszłaś do każdej z zaproszonych do projektu kobiet indywidualnie, nie na „odwal się”, nie pisałaś pytań po łebkach ani w trybie „kopiuj-wklej”. Myślę, że jeżeli ktoś nadal nie będzie kojarzył tych autorek, z którymi rozmawiałaś, a raczej które miały przyjemność być przez Ciebie przepytane, to ten ktoś musiałby być albo nie z tej Matki Ziemi albo naprawdę odporny na wszechobecny przepływ informacji.  Albo generalnie nieprzytomny, czy coś.

MP: W 2010 roku zadebiutowałaś powieścią YMAR, która jest połączeniem krwawego horroru z kryminałem. Prywatnie jest to jedna z moich ulubionych powieści grozy. Pamiętam, że kiedy zaczęłam ją czytać, zniknęłam dla świata na pół dnia. Od razu uprzedzę czytelników, że historia do lekkich, łatwych i przyjemnych nie należy, natomiast jest wymagająca, bo zmusza do myślenia i cała wspaniała! Jak długo nosiłaś się z pomysłem na fabułę tej książki? I czy w ogóle kobieta może pisać o takich „okropieństwach”?! 😉

MK: YMAR, tak, ojej, moja Nemezis. Miło mi, że książka Tobie się podoba. Naprawdę mi miło. Jednak odnośnie tej powieści mam nieco odmienne zdanie. Od Twojego zdania, oczywiście. I oczywiście można tę odmienną opinię zwalić na fakt, że do żadnego mojego tekstu nie podchodzę obiektywnie. Bo nie podchodzę. Ale akurat z tą książeczką przeszłam wiele, doświadczyłam tak zwanych marginalnie nieprzyjemnych zdarzeń, ogólnie rzecz ujmując – wielokrotnie dostałam za tę książkę po dupie, jeszcze zanim się ta książka ukazała. I właśnie dlatego nabrałam do YMAR nie tyle dystansu, co awersji. Czy długo nosiłam z pomysłem na fabułę? Nie. Pstryknęłam palcami i pomysł się pojawił. Dłużej trwało realizowanie tego pomysłu, czyli pisanie. Prawie nieskończoność trwało  szukanie wydawnictwa, traciłam nadzieję wielokrotnie, wpadałam we frustrację, któregoś razu zniszczyłam wydrukowane kopie tekstu, skasowałam wszystko z komputera. Cóż…
A czy kobieta może pisać o takich okropieństwach, pytasz. Cóż, nawiązując do Nemezis, dystansu oraz awersji: nie widzę w YMAR okropieństw jako takich. Żadnych okropieństw, prawdę mówiąc. Napisanie tej książki, w moim mniemaniu, było, o ile można to tak określić, normalnym literackim procesem twórczym. Chciałam napisać powieść, miałam pomysł na fabułę. A że akurat taki… Podczas pisania nie przyszło mi do głowy, żeby nie tworzyć tego rodzaju tekstu ze względu na fakt, że jestem kobietą. Myślę, że płeć fizyczna osoby piszącej jest sprawą mało ważną w odniesieniu do wyobraźni, talentu czy pomysłów na fabułę pisanych przez tego autora książek. Jeżeli ktoś pisze książki i na samym początku ustawia sobie ograniczenia, zakazy, sugeruje się stereotypami oraz konwenansami, to ten ktoś nie jest żadnym twórcą. Damska, męska, może być bielizna albo toaleta. Tak, często słyszałam, że mam nasrane pod deklem albo że godzę w społecznie akceptowalny wizerunek czułej i łagodnej kobiety. Ja?! W porównaniu do innych autorek, niektórych specjalizujących się w tak zwanej ekstremie, moje teksty w nic nie godzą, tym bardziej YMAR w nic nie godzi. Także przepraszam za kolokwializm, ale mam w dupie konwenanse. Twórczość z ograniczeniami nie ma sensu.

MP: Co czułaś, kiedy YMAR został wydany? Dumę? Strach? Radość? A może jeszcze coś innego?

MK: Biorąc pod uwagę co przeszłam z tekstem, co słyszałam i w ogóle, ile czasu trwały poszukiwania wydawcy, no to kiedy przyszedł mail z akceptacją wydawniczą książeczki, cóż, nie uwierzyłam. Pomyślałam, że to kolejny żart, pokazałam komputerowi środkowy palec, poszłam spać. To było o drugiej albo trzeciej w nocy. Do tematu wróciłam tydzień później, kiedy pewne rzeczy z tego maila do mnie dotarły, a raczej kiedy wydawnictwo przysłało maila kolejnego. Bardzo chcieli wydać YMAR, wręcz przebierali wydawniczymi nogami.

MP:  Kim chciałaś zostać, kiedy dorośniesz?

MK: Superwoman albo strażakiem. Ale nie mówiłam o tym nikomu.

MP: Czy Twoi bliscy wspierają Cię w byciu autorką?

MK: Tak.

MP: Kiedy napisałaś swój pierwszy tekst literacki? Czy był to YMAR, czy może coś innego?

MK: YMAR to moja pierwsza książka, znaczy dłuższa literacka forma. Moim pierwszym tekstem był napisany w szkole podstawowej pornograficzny tekst satyryczny: Bajka o śpiącej kurewnie.

MP: Kiedyś bardziej prężnie, od pewnego czasu jakby jakoś mniej  – czujesz się związana ze środowiskiem grozy?

MK: Nie czuję się związana z żadnym środowiskiem, oprócz naturalnego. A że kiedyś udzielałam się w środowisku grozy bardziej, prężniej. Było, minęło, poudzielałam się i wystarczy.

MP: Seria Alvethor to Twoje drugie duże dziecko. Dwa tomy już za Tobą. Planujesz kolejne (lub kolejną?). Czy łatwo jest pisać powieść w częściach? I to wymagającą sporego researchu.

MK: Tak, planuję kolejne tomy, ale to jest dla mnie nowe planowanie. Nie chciałam pisać powieści wielotomowej. I nie, nie jest łatwo pisać powieści w częściach. Wymaga to zarówno researchu, o ile jest konieczny, jak i synchronizacji wszystkiego, co napisałam w tomach poprzednich. Ludzie mają do mnie spore pretensje, że nie napisałam od razu całości Alvethor. Cóż, nie zamierzam się tłumaczyć z mojego stylu pisania, tempa, czy czegoś w podobie. Decyzję o napisaniu Pandemii podjęłam rok po Białym Miejscu. Naprawdę nie chciałam kontynuować przygód wesołej gromadki. No, ale skoro powiedziałam a, to wiadomo, że się należy be oraz, że alfabet ma wiele innych liter.

MP: Czy uważasz, że pisząc pod męskim pseudonimem, Twoje książki cieszyły by się większą popularnością?

MK: Nie wiem. Kiedy szukałam wydawnictwa na YMAR ktoś mi rzucił półgębkiem „dobrą radę”, że nie miałabym problemów ze znalezieniem wydawnictwa na to coś, gdybym przyjęła męski pseudonim. Ale nie przyjęłam męskiego pseudonimu. Także mogę tylko gdybać, a wiesz, że gdybać nie lubię.

MP: Myślałaś kiedyś, żeby  napisać książkę w duecie?

MK: Nie myślałam o tym. Owszem, dostałam kiedyś kilka propozycji pisarskiego duetu, ale odmówiłam. Dlaczego? Gdyż to złe propozycje były, odpowiem parafrazując. Jeżeli trafi się propozycja dobra, pozwolę sobie takową rozważyć, się zastanowię.

MP: Masz czas na czytanie książek? Kto jest Twoim ulubionym autorem?

MK: Czasu nie mam, stosiki wstydu rosną, ostatnio zwróciłam uwagę na Neila Gaimana. Od razu kupiłam sześć książek Jego autorstwa i… odłożyłam na stosik.

MP: Poza pisaniem, kręci Cię również gadanie do mikrofonu – tak powstała Krwawa Kałuża i podcast, który przygotowujesz co jakiś czas dla Grozowni. Kiedy zaczęła się Twoja miłość do radia?

MK: Dawno, dawno temu się zaczęła. Radio kochałam zawsze. W moim odczuciu radio to magiczne miejsce, szczególnie lubię słuchać audycji emitowanych nocą. Samo gadanie do mikrofonu pokochałam kilka lat temu, kiedy dostałam propozycję nagrywania audycji do radia internetowego. Miało być o horrorze, miało być w moim stylu, miało być jazdą bez trzymanki, czy jakoś. Tak powstała Krwawa Kałuża. Podziękowania należą się Grzegorzowi Raczkowi.

MP: Nad czym obecnie pracujesz?

MK: Nad trzema powieściami jednocześnie. Istne szaleństwo i chaos. Ale ja inaczej nie umiem pracować, tylko w chaosie. W porządku się gubię. Mówię teraz o porządku w mojej głowie…

MP: Czym zajmujesz się na co dzień?

MK: Cóż… Ogólnie mogę powiedzieć, że z różnym skutkiem (nacisk kładę na słowo „różnym”) ogarniam rzeczywistość. I taka lapidarna odpowiedź musi natenczas wystarczyć.

MP: O czym marzy Magdalena Kałużyńska – autorka?

MK: Chciałabym napisać taki horror, żeby czytelnikowi majtki spadły.

MP: Trzymam kciuki za Twoje marzenia i dziękuję za rozmowę!

MK: To ja Ci dziękuję za zaproszenie do projektu Groza jest kobietą. I wiedz, że na tych podziękowaniach się nie skończy…

 


Magdalena Kałużyńska – autorka trzech powieści: YMAR (Fox Publishing, 2010), Alvethor. Białe miejsce (Oficynka, 2014), Alvethor. Pandemia (Oficynka, 2017) oraz opowiadań, które znalazły się m.in. w antologii Zombiefilia (Wydaje.pl, 2013), Demononicon (Horror Masakra, 2014) czy Halloween: Cukierek albo psikus (Oficynka, 2012). Tworzy także audycję/ podcast Krwawa Kałuża (zakładka do audycji na stronie głównej Grozowni).

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *