Alex Siemiradzka (Waneko): „Manga nadal jest uważana za komiks głupszy od komiksu amerykańskiego czy europejskiego”

W kolejnym wywiadzie z serii „Wydawnictwa pod lupą” Sebastian Drabik rozmawia z przedstawicielką Waneko – Alex Siemiradzką. Miłej lektury!

Sebastian Drabik: Jakie są Twoje pierwsze wspomnienia związane z literaturą, a jakie z mangą?

Alex Siemiradzka: Moja najdroższa rodzicielka czytała mi do snu baśnie Andersena i braci Grimm, a że chciała, abym szybko sama nauczyła się czytać, któregoś dnia po prostu mnie zostawiła z książkami i kazała samej składać literki. Generalnie pierwsze przeczytane przeze mnie książki to różnego rodzaju baśnie. Szczerze mówiąc, jako energiczny dzieciak i straszna chłopczyca, wolałam się bić z kolegami, łazić po drzewach i grać w piłkę na podwórku niż czytać książki, więc pierwsze lata w podstawówce były pod względem czytania straszne. Ile awantur było przy każdej kolejnej lekturze szkolnej…! Współczuję mojej rodzicielce i podziwiam ją za to, że nie wywieszała mnie za nogi za oknem. Co zaś się tyczy mangi, to na początku miałam raczej styczność z anime z Polonii 1, które po prostu kochałam. Wystarczyło włączyć mi anime i nagle byłam dzieckiem-aniołkiem. Z mangą jako komiksem miałam styczność dopiero, kiedy w moje ręce wpadł tomik Aż do nieba (miałam wtedy ok 8-9 lat), później poleciało i zostało ze mną do dziś.

SD: Myślę, że wiele osób pasjonujących się opowieściami w obrazkach zwyczajnie Ci zazdrości. Praca w wydawnictwie to dla wielu czytelników wymarzone zajęcie. Jak doszło do tego, że jesteś w tym miejscu – przypadek czy starania?

AS: Trochę przypadek, trochę starania. Starania, bo zawsze chciałam mieć coś wspólnego z komiksami (niekoniecznie mangą). Początkowo marzyło mi się tworzenie własnych komiksów. Rodzina była temu bardzo przeciwna, więc darowałam sobie ten pomysł. Podczas studiów byłam pracownikiem biurowym. W tym samym czasie znajomym potrzebna była pomoc w sklepie komiksowym, więc zaczęłam pracować tam wieczorami. A przypadek dlatego, że później jakoś to wszystko tak się potoczyło, że rzuciłam pracę w biurze i zaczęłam pracować w tym sklepie z komiksami w pełnym wymiarze godzin. Poznałam wiele osób z różnych wydawnictw (niektóre znałam z lat nastoletnich, poznawałam ich na różnych wydarzeniach okołokomiksowych) i mimo że pojawiały się różne propozycje, nie brałam ich na serio. W końcu mój poprzednik w Waneko powiedział, że wydawnictwo chciałoby nawiązać ze mną współpracę. Trochę się bałam, bo co ja mogłam zaoferować wydawcy? Do tego (nie żartuję) mojemu ulubionemu? Ale Waneko mnie „poderwało” i tak nam się ten związek ładnie układa 🙂

SD: Podoba Ci się praca w tej branży? Jakie widzisz plusy i minusy branży edytorskiej/wydawniczej?

AS: Podoba bardzo. Przynosi mi wiele satysfakcji, wciąż zdobywam nowe doświadczenia i wiedzę. Mogę się rozwijać. Podejrzewam, że gdybym miała kiedyś rozstać się z Waneko, to chciałabym się spróbować w jakimś wydawnictwie z literaturą młodzieżową bądź literaturą grozy. Minusem, i to sporym, są zależności od wydawnictw japońskich, które są dla nas czasem niezrozumiałe. Wynika to z innego modelu biznesowego i kultury biznesu.

SD: A w tym, czym konkretnie się zajmujesz, jakie odnajdujesz wady, a jakie zalety? Co uwielbiasz, a czego nie cierpisz?

AS: Moja rola w wydawnictwie jest bardzo złożona. Uwielbiam to, że moja praca nie jest monotonna, a wręcz niesamowicie dynamiczna. Nie nudzę się, moje działania odnoszą jakiś skutek. Moje stanowisko pozwala mi się rozwijać, co jest bardzo ważne. Z drugiej strony nie zawsze te skutki są widoczne dla naszych odbiorców. Kontakt bezpośredni z odbiorcą bywa frustrujący, bo często jesteśmy oceniani na podstawie wymyślonych lub nieprawdziwych informacji. I tu pojawia się duża część moich frustracji. Niekiedy nawet nie mogę rozpocząć dyskusji z osobą, która się myli, bo nie wszystkie informacje mogę przekazać czytelnikom. Nieraz wytłumaczenie zawiłości biznesowych i formalnych wydaje się niemożliwe z powodu różnic kulturowych w biznesie. No i są jeszcze deadline’y… Praca na deadline’y jest straszna…!

SD: Chyba wszyscy związani z rynkiem wydawniczym zastanawiają się, które tytuły się najlepiej sprzedają. Jednak na przestrzeni lat trudno wychwycić algorytm, bo lista autorów, tematów, rodzajów zmienia się jak kartki w kalendarzu. Które tytuły były strzałem w dziesiątkę, a które porażką, mimo pokładanych w nich nadziei?

AS: Wiemy na pewno, że najlepiej sprzedają się mangi shounen. Mimo iż wg wielu ankiet, które były przeprowadzane, największą część odbiorców mangi stanowią nastoletnie dziewczęta (między 13 a 18 rokiem życia). Wygląda na to, że Polki od romansu wolą pranie się po gębach i nakama power 🙂 (sama tak miałam i mam). Strzałem w dziesiątkę na pewno były Tokyo Ghoul i My Hero Academia. Niestety porażkami były tytuły, które w czasach kiedy robiło się ankiety, biły na głowę wszystkie inne serie, w tym do tej pory utrzymujące zadowalającą sprzedaż. Skrzynki odbiorcze mieliśmy zapychane prośbami o te tytuły. A były to: Kuroko’s basket i Shiki.

SD: Manga, czyli, upraszczając, japoński komiks powstała kilka wieków temu. Jest niesamowicie popularna w Japonii, ale z czasem podbiła serca ludzi na całym świecie. Gdzie Twoim zdaniem tkwi jej wyjątkowość? Dlaczego ten styl pokochały miliony czytelników?

AS: Myślę, że chodzi tu o dużą dynamikę. Nie tylko w prowadzeniu fabuły, ale również w rysunku i mnogości tematyki oraz targetowaniu wiekowemu. Każdy w mandze znajdzie coś dla siebie. Wystarczy się przełamać i spróbować. W mandze nie ma tematów tabu, znajdzie się w niej wszystko. Oczywiście, przekraczanie granic nie zawsze jest dobre, są gatunki, którym stanowczo mówię nie. W większości jednak w mandze znajduję dotknięcie tematów mnie interesujących. Dla przykładu uwielbiam grozę w literaturze (w filmie nie zawsze), w mandze też ją znajdę i to w całkiem niezłym wydaniu. Interesują mnie problemy mniejszości, znajdę i takie tytuły. Mam ochotę po prostu się pośmiać? Nie ma problemu i to się znajdzie. Mam tu tematy do refleksji, jak i zupełne odmóżdżacze.

SD: Masz swoich ulubionych twórców mang? Podziel się swoimi gustami i opowiedz, dlaczego akurat oni trafili w Wasze gusta.

AS: Mam ich aż zanadto, mogłaby z tego powstać praca objętości ok. 100 stron, więc nie wymienię wszystkich. Zaczynając od najstarszych moich odkryć i miłości, nadal trwających to Yoshihoro Togashi (YuYu Hakusho i HunterxHunter), Natsuki Takaya (Fruits basket), Masami Kurumada (Saint Seiya), Kentaro Miura (Berserk), CLAMP, Yuu Watase (raczej późniejsza, kiedy zaczęła tworzyć w mroczniejszych, depresyjnych klimatach jak Sakura Gari) kocham te serie za ich dynamikę, humor/nastroje oraz to, że potrafiły wywoływać u mnie setki emocji i żadnych się nie wstydzę! Większość z tych twórców ma też super warsztat artystyczny. No, może poza panem Kurumadą, ale jego kocham za stworzenie niesamowitych postaci, ich zależności oraz całej fabuły, która doskonale oddaje ducha shounen i miesza w sobie mitologie. Generalnie tych autorów czytam non stop. Bardzo często wracam do ich historii, które znam niemal na pamięć, a i tak sprawiają mi niesamowitą radość z kolejnego czytania.

SD: Jakie mangi polecilibyście mangowemu laikowi i jednocześnie fanowi horroru?

AS: Z naszych jednotomówek z czystym sumieniem mogę polecić Wypaczoną oraz Kolekcję Łajdaka (jest to manga na granicy horroru i thrillera). A jeśli chodzi o serię to Shiki! Jeśli ktoś lubi stare książki Kinga i duszną atmosferę jego dzieł, to łapcie się za to od razu! Nie będziecie żałować. Nie powinnam polecać konkurencji, ale zachęcam jeszcze do zapoznania się z Berserkiem. Jest to bardzo długa seria dark fantasy z elementami horroru, ale warto ją poznać.

SD: Sądzę, że czytelnicy często zastanawiają się, co decyduje o tym, że wydawana jest dana manga. Redakcja przeprowadza głosowanie, czy też może podsuwacie swoje pomysły prezesowi? W jaki sposób się to odbywa? Myślę, że każdy z Was w wydawnictwie ma jakieś ciekawe pomysły albo marzenia o wydaniu konkretnych tytułów.

AS: To bardzo długi proces. Zbieramy wszystkie propozycje od czytelników, szukamy dyskusji na różnych stronach/forach, gdzie zbieramy dane o tym, co jest teraz popularne. Sami również wrzucamy do puli tytuły. Potem każdy członek redakcji zapoznaje się z tytułami z listy, dyskutujemy o nich i decydujemy. Nie ma jednej osoby podejmującej decyzje. Owszem, każdy z nas ma swoje małe marzenie wydawnicze, ale musimy też patrzeć na to, że czy to marzenie wydawnicze spodoba się również naszym czytelnikom. Czy moja miłość do Saint Seiyi jest miłością polskich fanów i przyniesie zysk? Mam pewność, że nie. Co eliminuje tytuł? Wiek i kreska dzieła. Polski czytelnik nie będzie zainteresowany kupnem tego tytułu.

 SD: W Polsce nie wydaje się tyle grozy, ile bym chciał. Jest wiele nazwisk, które chętnie bym u nas widział, co więcej, za granicą są to twórcy bardzo znani i popularni. Czy zdarza się, że w tym samym momencie konkurencyjne wydawnictwo chce wydać tę samą książkę? Walczycie? W jaki sposób zdobywa się prawa do przekładu i publikacji?

AS: Owszem, zdarza się, że następuje walka o jeden tytuł. Niestety nie mogę wyjawić, na czym polega i jak zdobywa się licencję 🙁 Co się zaś tyczy horroru, sama chętnie zobaczyłabym więcej mang z tego gatunku. Niestety o horror, który wydamy bez ograniczania sobie sprzedaży jest bardzo trudno. Nie znaczy to, że jest to opcja awykonalna i sama dążę do znalezienia odpowiednich perełek z tej tematyki.

SD: W ostatnich latach nie widać poprawy czytelnictwa w naszym kraju. A jak to jest z mangami?

AS: Obecnie jest lepiej. Jest tak przede wszystkim dlatego, że dla przeciętnego Polaka komiks powszednieje, a manga nie jest już równoznaczna z porno. Ot kolejny komiks infantylny, durny, ale zwykły. Manga nadal jest uważana za komiks głupszy od komiksu amerykańskiego czy europejskiego. Dostępność i widoczność mangi jest też obecnie znacznie większa. Łatwiej przypadkiem na nią wpaść i się nią zainteresować. Co za powyższymi idzie, manga nie jest już tak dziwna, a jej fani nie są adresatami docinków. Ja nie miałam nigdy takich problemów, ale znajomi w czasach szkolnych byli obiektem drwin i niekoleżeńskich zachowań tylko dlatego, że interesowali się czymś niecodziennym, innym, co było mylone z kreskówkami porno.

SD: Jak uważacie, co można zrobić, żeby poprawić stan czytelnictwa? Od tego, jak się wydaje, zależy wasz biznes! Macie jakieś pomysły, żeby zachęcić Polaków do czytania?

AS: Działamy, dbamy o różnorodność naszej oferty, nagłaśniamy, odwiedzamy różne miejsca i rozmawiamy z potencjalnymi czytelnikami. Współpracujemy z różnymi mediami, w tym tradycyjnymi. Reklamowaliśmy się nawet w kinach studyjnych. Należy jednak pamiętać, że nie da się kogoś do czegoś zmusić. Zmuszanie do czytania wywoła tylko odwrotny efekt. Jak wspominałam, lektury to było dla mnie paskudztwo w czasach szkolnych. Czytałam wszystko, byle nie to co mi kazano. Wiele z tych książek przeczytałam z własnej nieprzymuszonej woli dopiero później i teraz je uwielbiam. Dlatego też rodzice przekonują się do mangi. Dużo z nich cieszy się, że dziecko czyta cokolwiek, bądź chcą w jakikolwiek sposób zachęcić dzieciaki do składania liter i zachęcani przez nas rodzice sami często wciągają się w ten świat. Mamy taką wspaniałą czytelniczkę i mamę jedenastoletniego chłopca. Zaczęłam rozmawiać z Panią Mamą o książkach grozy, o starych książkach Kinga i poleciłam jej Shiki, a jej synowi The Promised Neverland. Oboje tak się wciągnęli, że teraz podbierają sobie wzajemnie mangi, a na Pyrkonie przyszli na stoisko Waneko w cosplayach Raya i Isabelli z The Promised Neverland. Możemy tylko zachęcać i szukać tematów, o których nasz odbiorca chce czytać. Stąd dla przykładu każdy niemal wydawca wypuszcza jakąś mangę w tematyce Boys Love. Czytelnik tego chce i poszukuje, a wydawcy spełniają jego oczekiwania. Czytelnik jest zadowolony, a my, nie ukrywając, mamy zysk i też jesteśmy zadowoleni.

SD: No i mamy jeszcze anime… Myślicie, że filmy są zagrożeniem dla wersji papierowej? A może fani anime po obejrzeniu adaptacji sięgają jednak po wersję rysowaną?

AS: Legalne anime nie byłoby zagrożeniem. Dla przykładu seria Kakegurui, którą można legalnie obejrzeć w Polsce, a którą wydajemy w wersji mangowej, ma bardzo dobry poziom sprzedaży w Waneko. Nie wiemy tak naprawdę jak działa to z nielegalnymi kopiami. Potrzebne byłyby do tego jakieś badania. Obecnie wierzymy, że fan mangi, który chce zakupić dany tomik, zrobi to nawet jak obejrzał anime w nielegalnym źródle.

SD: Prócz Was istnieje jeszcze kilka innych wydawnictw mangowych. Wzajemnie się uzupełniacie, czy raczej widzicie w nich konkurentów?

AS: Mimo bardzo przyjaznych stosunków z innymi wydawcami, jesteśmy konkurencją. Niestety, jest to biznes i musimy się liczyć z tym, że mamy tego samego klienta, który oprócz do Waneko, wyśle swoja listę wymarzonych tytułów również do pozostałych wydawnictw. Prędzej czy później trafi się, że kilka wydawnictw złoży ofertę na jeden tytuł i będziemy o niego walczyć. Obserwujemy się wzajemnie i próbujemy zrobić coś inaczej, lepiej, szybciej. Jak w każdej innej branży. Z tym, że u nas jest przyjemniejsza atmosfera i oby tak zostało 🙂

SD: Na zakończenie zapytam o plany związane z horrorem. Macie w przygotowaniu jakieś ciekawe tytuły na ten rok?

AS: Jak wspominałam, bardzo bym tego chciała. Mamy coś na oku, pewnie w połowie roku 2020 będziemy mieć pewność co do danego tytułu 🙂 Być może dobierzemy coś w tej tematyce do naszych Jednotomówek Waneko (JW)

SD: Dziękuję za rozmowę!


zdj. Sebastian Drabik i siostry Soska

Sebastian Drabik – rocznik 82. Absolwent Wydziału Administracji na lubelskim UMCS. Szerszej publiczności dał się poznać już jakiś czas temu jako autor krótkich opowiadań publikowanych w magazynie Czachopismo i e-zinie Grabarz Polski. Obecnie specjalizuje się w wywiadach i relacjach, a efekty jego pracy publikują magazyny takie jak OkoLica StrachuNowa Fantastyka oraz portal Lubimy Czytać. Pasjonuje się kinematografią i kulisami sztuki filmowej, jest zagorzałym czytelnikiem kochającym książki, a ostatnio stał się wielbicielem japońskiego komiksu, mangi.

 

 

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *