„Diabeł zza okna”, Anna Musiałowicz

Pobyt na wsi, przy obecnie panującej sytuacji na świecie, to chyba marzenie wszystkich – tych małych i tych dużych. Ograniczenia dotyczące wychodzenia z domu sprawiają, że każdy z nas z chęcią znalazłby się właśnie tam – w domu kochanej babci.

Nie będę oryginalna, kiedy napiszę, że historia, którą opowiedziała Anna Musiałowicz skojarzyła mi się z moim dzieciństwem. Pomimo że nie jeździłam na wakacje do babci (bo babcia mieszkała na co dzień w Krakowie) a z babcią do domu letniskowego, posiadającego duży teren działkowy, który dziadkowie  sobie sprawili na stare lata, to czytając debiutancką powieść autorki miałam wrażenie, że wróciłam do lat beztroski, gdzie problemy były zbyt błahe, by dzisiaj o nich pamiętać. Oczywiście wypady na wieś nie kojarzą mi się tylko i wyłącznie dobrze, bo i zaliczyłam pewien wypadek (i gdyby wszystko potoczyło się inaczej, nie byłoby KFASON-u, oj nie!), i straszliwą burzę, ale mimo wszystko pamiętam je jako taki dobry czas.

Opis:
Powiadają, że gdy wieje wicher, czart pląsa wśród podmuchów. Złakniony niewinnych duszyczek wodzi kaprawymi ślepiami za nieświadomą zagrożenia dziatwą.
W pewnej wiosce, pozornie zwyczajnej jak wszystkie wioski tego świata, ośmioletnia Asia spędza, jak co roku, wakacje u babci – wakacje, które na zawsze zmienią jej postrzeganie świata. Czas beztroski kończy się wtedy, gdy diabeł czyha za oknem, zakłócając spokój Bogu ducha winnych mieszkańców.
Tam, gdzie siła wyobraźni zderza się z prawdziwą magią, Zło przybiera kształt z krwi i kości, a klątwa przestaje być wyłącznie przedmiotem bajania starców, nie ma miejsca na litość i wątpliwości.
Czy rezolutna babcia i plotkara Grzelakowa odkryją mroczną tajemnicę gospodyni proboszcza? Czy kot Mruczek zdoła ochronić Asię? Kto jeszcze ośmieli przeciwstawić się diabłu? Ile dzieci musi zginąć, by czart zaspokoił żądzę?

Debiutująca powieścią Diabeł zza okna Anna Musiałowicz idealnie wcieliła się w postać kilkuletniej dziewczynki i odwzorowała klimat wakacji spędzanych na wsi. Mamy kochającą babcię, dziadka, który przemyka gdzieś w tle, sąsiadki, które wpadają na codzienne ploteczki oraz koleżanki, z którymi główna bohaterka, Asia, utrzymuje kontakt wyłącznie w czasie wolnym od szkoły. Wszystko to zostało ubrane w słowa tak plastycznie i lekko, że nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie miejsc czy postaci, które napotykamy w książce. Mamy też diabła – tego podstępnego, który od razu skojarzył mi się z wyglądu z diabłem Piszczałką (śmiejcie się – to jedna z postaci fikcyjnych, która wywołuje u mnie ciary nawet dziś).

Powieść udowadnia, że autorka nie tylko swobodnie włada słowem pisanym, ale też jest osobą oczytaną. Jeśli się nie mylę, w książce można znaleźć smaczki, które czytelnikowi powinny skojarzyć się z prozą Neila Gaimana czy Stephena Kinga. Które to? Myślę, że spokojnie je wyłapiecie. Musiałowicz jest też dobrym obserwatorem zachowań ludzkich. Nieważne, czy opisuje małą dziewczynkę, sąsiadkę seniorkę czy księdza, ważne, że każda z tych postaci staje się wyrazista i przede wszystkim, prawdziwa. Ja autorce wierzę, kiedy pisze o Grzelakowej, bo myślę, że każdy z nas taką plotkarę spotkał podczas pobytu u babci na wsi.

Opowiadaną przez Anię Musiałowicz historię spowija nastrój grozy i tajemnicy, o której wiedzą tylko nieliczni mieszkańcy wsi. Autorka podkreśla to, podkręcając klimat poprzez opis mimiki twarzy bohaterów (porozumiewawcze spojrzenia) czy straszliwych wydarzeń, które mają miejsce w tej niewielkiej wiosce.

Świetnym pomysłem jest wplecenie do powieści rysunków, które wykonała autorka. Znajdziecie je na początku każdego rozdziału i są interesującym uzupełnieniem tegoż. Jeśli już przy motywach graficznych jesteśmy, to chciałam jeszcze napisać, że grafika okładkowa, której autorem jest Andrzej Masianis, sama w sobie bardzo mi się podoba, jest niezwykle klimatyczna. Nie pasuje natomiast, w odniesienie do fabuły, dodanie postaci z bardzo popularnej sagi. Niemniej jest to świadome posunięcie autorki i nie mam zamiaru w to wnikać. Najważniejsza jest dla mnie zawartość w myśl zasady „nie oceniaj książki po okładce”.

Śmiało mogę napisać, że Diabeł zza okna na pewno spodoba się miłośnikom Starej Słaboniowej i Spiekładuchów, autorstwa Joanny Łańcuckiej. Wyborne w formie, inteligentnie poprowadzone i niesamowicie wciągające. Jedyny minus – jest zdecydowanie za krótka. Naprawdę z wielką chęcią czytałabym jeszcze drugie tyle o Asi i jej spotkaniach z diabłem. Może jeszcze kiedyś autorka zabierze nas do wioski, pozornie zwyczajnej jak wszystkie wioski tego świata. Liczę na to!

Podsumowując, z całego serducha polecam Wam debiutancką powieść Anny Musiałowicz. To naprawdę dobra książka, która sprawia, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i dlatego z niecierpliwością czekam na kolejną opowieść tej autorki.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *