„Paradoks” (przedpremierowo), Artur Urbanowicz

Trzydzieści lat temu, w kwietniu, premierę miał serial, który zachwycił odbiorcę swym niesamowitym klimatem, genialną muzyką i interesującymi bohaterami. Podejrzewam, że każdy, kto wtedy go oglądał, do czarnej, mocnej kawy zajadał ciastko z wiśnią, a o Dale’u Cooperze opowiadano sobie podczas przerw w pracy, w szkole czy w trakcie spotkań towarzyskich. W 1990 roku miałam 7 lat i dla mnie większym przeżyciem było to, że po wakacjach pójdę do szkoły i zostanę pełnoprawną pierwszoklasistką klasy sportowej, natomiast doskonale pamiętam napis na jednym z bloków mojego osiedla: „Kto zabił Laurę Palmer?”. Ostatecznie dowiedziałam się tego, będąc na ostatnim roku studiów i stając się miłośniczką serialu Miasteczko Twin Peaks.

Pewnie się zastanawiacie, co wspólnego ma ten kultowy serial z czwartą już powieścią Urbanowicza? W zasadzie niewiele, ale czytając Paradoks napotkałam na kilka elementów, które automatycznie skojarzyły mi się właśnie z Miasteczkiem Twin Peaks.

Opis:
Maks Okrągły „Square” to najlepszy student matematyki na wydziale i chorobliwy perfekcjonista. Jego umysł, przesiąknięty królową nauk, przestawił się na skrajną efektywność – chłopak uczy się szybciej, robi więcej i osiąga lepsze wyniki niż rówieśnicy. Sytuacja ta ma jednak swoją ciemną stronę – Maks podświadomie gardzi innymi ludźmi i traktuje ich z góry. Paradoksalnie jednak najbardziej gardzi… samym sobą – zwłaszcza kiedy popełnia błąd, który jego zdaniem mu nie przystoi, i czuje z tego powodu potężną złość. Czasem przybiera to ekstremalne formy – Maks wymierza sobie coraz dotkliwsze kary poprzez samookaleczanie i dręczą go paranoiczne myśli przeplatane z przerażającymi wizjami, między innymi, że prześladuje go jego sobowtór, który go nienawidzi i chce go zabić. Nie wie jednak, że prawdziwy koszmar dopiero nadchodzi i na własnej skórze przekona się o dosłowności porzekadła „Lepsze jest wrogiem dobrego”. Czy sobowtór Maksa, uosobienie jego obsesji dążenia do doskonałości, naprawdę przestał być jedynie majakiem udręczonego umysłu?

Paradoks jest powieścią, do której trudno mieć zastrzeżenia. Zaskoczyć może objętość, ale myślę, że to już jest kwestią indywidualną każdego czytelnika. Jeden woli, kiedy książka jest opasłym tomiskiem, a inny podda się na sam widok. Oby tych drugich było jak najmniej, bo kiedy już pochłonie Cię opowiadana przez Urbanowicza historia, ilość stron przestaje mieć znaczenie. Tak. Paradoks mocno wciąga. Myślę, że mocniej od Inkuba, mimo że dużo w nim matematyki (a ja zdecydowanie mam duszę humanistyczną).

Podoba mi się humor zawarty w powieści. Do tej pory jakoś nie było mi z nim po drodze, podczas czytania poprzednich książek autora, a tu jakoś tak wszystko ładnie pasowało: i narracja, i dialogi, i humor. Ogólnie widać progres w warsztacie pisarskim Urbanowicza, a to wbrew pozorom nie taka częsta cecha. Cieszy fakt, że autor podchodzi do pisania każdej swej książki z wielką starannością, a tym samym – z szacunkiem do czytelnika.

Główny bohater Paradoksu, Maks, to bohater nietypowy, potrafiący tak mnie wkurzyć, że nawet sobie sprawy nie zdajecie, ale… pomimo tego, polubiłam go. Może dlatego, że jest taki jak Ty czy ja. Ma swoje wady, bywa irytujący i przemądrzały. Jednak dzięki temu jest prawdziwy, ludzki. Działa po swojemu, nie dba o to kto i co o nim sądzi. To dupek, ale szczery i na swój sposób oryginalny. Postać, o której czytelnik szybko nie zapomni.

Jeśli zastanawiacie się nadal, jakim cudem skojarzyłam Paradoks z Miasteczkiem Twin Peaks, powiem Wam tylko dwie rzeczy: sobowtór i czerwień. Mam nadzieję, że ci, co kojarzą serial, zrozumieją mnie. Każdy z nas ma prawo do własnych skojarzeń i indywidualnego odbioru powieści. Ja Wam powiedziałam o swoim 🙂

Najnowsza powieść Artura Urbanowicza, której premiera już za miesiąc, to miks wartkiej, wciągającej fabuły, niesamowitości, wzruszeń i przyjemnego humoru.

Bardzo polecam!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *