Klaudia Zacharska: „Nic na świecie nie potrafi wywoływać równie skrajnych emocji, jak Kobiety – i Groza”

Magdalena Paluch: Dzień dobry Pani Klaudio! Jest mi niezmiernie miło, że możemy porozmawiać z okazji premiery debiutanckiej powieści pt. Kantata. Cieszy mnie to tym bardziej, że mocno kibicuję autorkom piszącym grozę, choćby poprzez projekt/akcję #grozajestkobietą. Każda nowa autorka, która, że tak powiem, chce uprawiać ten gatunek literacki, to miód na moje serce.
Dlatego zadam bardzo banalne pytanie: czemu groza? Wciąż sporo się mówi o tym, że to nisza, że tylko nielicznym udaje się wybić poza ten gatunek, a tu nagle dostajemy Kantatę, na dodatek napisaną przez kobietę!

Klaudia Zacharska: Na początek dziękuję za zaproszenie mnie do projektu! A odpowiadając na Pani pytanie: już od najmłodszych lat miałam słabość do opowieści wywołujących dreszczyk na karku; pamiętam, jak będąc dzieckiem oglądałam stary serial Czy boisz się ciemności?, który wtedy mocno działał na moją wyobraźnię. Pamiętam Carrie i Koralinę, jedne z pierwszych opowieści Kinga i Gaimana, na które się natknęłam. Wprawdzie do oglądania horrorów podchodzę ostrożnie, bo po seansie mam trudności z panowaniem nad swoją wyobraźnią, ale książki w tym gatunku po prostu uwielbiam. Za tym idzie naturalny odruch – piszę to, co lubię czytać.

MP: Czy pomysł na tę książkę pojawił się znienacka, czy historia Kantaty dojrzewała w Pani głowie od dłuższego czasu?

KZ: To był impuls. Pojawił się, gdy pewnego dnia natknęłam się w jakimś artykule na pojęcie tanatos w interpretacji Freuda, czyli popęd śmierci. Następnie w ruch poszła maszyna losująca skojarzenia, dzięki której dotarłam do głównego wątku opowieści.

MP: Kinga, główna bohaterka powieści gra w zespole rockowym. Czy ta jej pasja to również pasja autorki?

KZ: Jak najbardziej. Ja nie gram, ani tym bardziej nie śpiewam, ale kocham muzykę rockową i metalową, szczególnie z lat osiemdziesiątych, chociaż nie tylko – wiele współczesnych zespołów również zasługuje na uwagę.

MP: Trudno było stworzyć klimat grozy w powieści? Powiem tak: trochę już tej grozy przeczytanej i obejrzanej mam na swoim koncie i mimo że podskórnie czułam, że coś na pewno jest nie tak z… (i tu nic nie zdradzimy więcej), ale jednak wsiąkłam w historię i każde przewrócenie kolejnej strony powieści było niczym rozpakowywanie kolejnego prezentu. Także ja już wiem, że klimat zbudować Pani umie, ale wracając do pytania z początku, to…?

KZ: Czy trudno… Tak i nie. Koncentrowałam się na wrażeniach, które u mnie wywołują niepokój i wstrzymują mój oddech – myślę, że jako czytelnik nie różnię się aż tak bardzo od innych wielbicieli gatunku. Każdą przedstawioną w Kantacie scenę przeżywałam na równi z bohaterami, opisywałam to, co sama czuję. Ubranie tego wszystkiego w słowa było wyzwaniem, ale cieszy mnie, że efekt trafia do wyobraźni Czytelników.

MP: Czy Kantata jest pierwszym napisanym przez Panią tekstem? Czy już wcześniej udało się Pani coś tworzyć (np. do szuflady)?

KZ: Nie pierwszym i nie ostatnim. Moja szuflada już jakiś czas temu osiągnęła maksimum pojemności ale mam dużo szuflad. Piszę każdego dnia, ponieważ uwielbiam to robić i nie sądzę bym miała kiedykolwiek przestać.

MP: Jak dużo jest Klaudii w Kindze? Chyba, że bliżej Pani do Karoliny (siostry Kantaty, pseudonim Kingi)?

KZ: Raczej nie do Karoliny. Z Kingą pewnie zaprzyjaźniłabym się szybciej, chociaż i tu byłyby różnice. Ale prawda jest taka, że jakaś część mnie jest z pewnością w każdym z bohaterów opowieści.

MP: Trudno było stworzyć tak różnorodne postaci?

KZ: Tak naprawdę to powstały same. Karolina, Kinga i Maja są dla mnie nie mniej prawdziwe, niż bohaterowie książek, które czytam w wolnym czasie, a także otaczający mnie bliscy i przyjaciele. Każdy jest inny i to jest inspirujące.

MP: Dziś Kantata ma premierę. Jakie emocje Pani towarzyszą? Jest duma? Wzruszenie? Radość? Strach? Niepewność?

KZ: Biorąc pod uwagę fakt, że wydanie książki było moim marzeniem odkąd nauczyłam się czytać – orbituję pod sufitem. Ale równie wysoko znajdują się trema i strach, bo jednak pragnę, by Kantata trafiła w gusta Czytelników; być może dzięki temu zechcą sięgnąć po inne moje opowieści.

MP: W sieci blogerzy chwalą okładkę książki, którą stworzył Dawid Boldys (Shred Perspectives Work). Miała Pani kilka projektów grafiki, czy to był strzał w dziesiątkę?

KZ: Pierwszy, perfekcyjny, najlepszy. Dawid sprawił, że Kantataksiążka wyróżnia się z tłumu nie mniej niż Kantata-bohaterka. Absolutnie idealna okładka!

MP: Nie kusiło Pani, żeby wydać książkę pod męskim pseudonimem?

KZ: Nawet przez chwilę. Jestem optymistką i wierzę, że dotarliśmy do punktu w historii, kiedy ludzie oceniają książki po ich treści, a nie płci autora. Ponadto pragnę być szczera wobec Czytelników, nigdy nie chciałam udawać kogoś, kim nie jestem. A zdecydowanie nie jestem mężczyzną.

MP: Czy bliscy wiedzieli, że pisze Pani książkę? Czy jednak trzymała to Pani w tajemnicy do ostatniej chwili?

KZ: Maleńka garstka wiedziała. Koniec końców potrzebowałam beta readerów i na pomoc przyszli mi mój mąż Zachar i przyjaciółka Olga. Większość bliskich dowiedziała się dopiero niedawno.

MP: Nad czym Pani teraz pracuje?

KZ: Nad opowieścią, która także ma przemówić do lęków Czytelnika, choć w trochę inny sposób niż Kantata. Ale i to będzie historia kilku zwykłych i niezwykłych jednocześnie osób, które mierzą się z trudnymi do pojęcia wydarzeniami oraz tym, co tkwi w nich samych. Podobne starcia to zawsze duże wyzwanie – i na kartach powieści, i w życiu poza nimi.

MP: Czy ma Pani czas na czytanie książek? Jeśli tak: po co sięga Pani najchętniej? Czy jest to literatura grozy. Czy jednak zupełnie inny gatunek?

KZ: Tak, czytanie jest dla mnie ważne. Między pracą, pisaniem i moimi licznymi pasjami czas jest ograniczony, ale czytam codziennie. Głównie grozę i fantastykę, chociaż nie tylko. Jedną z nietypowych dla mnie lektur, która mnie ujęła to Bogowie tanga (Carolina de Robertis – przyp. MP) – wciągająca i przemawiająca do wyobraźni, pomimo ciągnących się na całe strony akapitów.

MP: Czym zajmuje się Pani na co dzień?

KZ: Za dnia pracuję w firmie ubezpieczeniowej, gdzie zajmuję się w dużej mierze sprawami IT i wsparciem technicznym. Wieczorami kultywuję moje zainteresowania i piszę.

MP: O czym marzy Klaudia Zacharska – autorka?

KZ: O pisaniu. O tym, by to, co piszę, spodobało się Czytelnikom. Marzę, by wciągnąć ich do mojego świata i wydarzeń, które się w nim rozgrywają. O zarażeniu swoimi pasjami i fobiami.

MP: Czy groza jest kobietą?

KZ: Niech pomyślę… Groza zdecydowanie działa na wyobraźnię, pobudza zmysły, intryguje, przyciąga i czaruje. Jak już stanie na twojej drodze, trudno oderwać od niej myśli i nawet po skończonej lekturze, czy seansie, długo pozostaje w głowie odbiorcy. Niby straszy i wywołuje dyskomfort, a jednak nie potrafimy żyć bez niej. Tak – zdecydowanie jest Kobietą! Nic na świecie nie potrafi wywoływać równie skrajnych emocji, jak Kobiety – i Groza.

MP: Serdecznie dziękuję za rozmowę, życzę samych sukcesów i czekam na kolejną książkę!


Klaudia Zacharska – urodzona w Działdowie w warmińsko-mazurskim, studiowała w Warszawie, mieszka w Belgii. Z zawodu trybik korporacyjny; z natury nerd. Żyje w otoczeniu figurek kolekcjonerskich i filmowych replik. Posługuje się płynnie sarkazmem oraz cytatami z seriali. Trylogię Władca Pierścieni oglądała więcej razy, niż liczy sobie lat. Pasjonatka literatury i optymistka wierna słowom Johna Lennona, zgodnie z którymi „na końcu wszystko będzie dobrze, a jeśli tak nie jest, oznacza to, że to jeszcze nie koniec”.

FB: https://www.facebook.com/Klaudia-Zacharska-strona-autorska-103803351726454

IG: https://www.instagram.com/klaudiazacharska_pa/

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *