„Świrownia”, Łukasz Radecki

Mimo że o istnieniu gier paragrafowych słyszałam już od dawna, to dopiero dzięki Świrowni Łukasza Radeckiego zainteresowałam się bardziej tematem. Przede wszystkim dlatego, że tytułowa Świrownia to opuszczony szpital psychiatryczny (ale, czy na pewno?), a mnie w dziwny sposób pociągają takie miejsca, choć zdecydowanie wolę o nich czytać czy je oglądać w filmach lub grach. Poza tym miałam ochotę poczuć się jak ten piąty bohater i zadecydować o losach ciekawskiej młodzieży, która postanowiła wybrać się po zmroku właśnie do Świrowni. Głównie dla fejmu, bo przecież czasem trzeba pochwalić się czymś „wow” na Facebooku czy Instagramie i zdobyć uznanie rówieśników.

W książce/grze paragrafowej dokonujecie wyborów, dzięki którym prowadzicie przez fabułę czwórkę bohaterów. Możliwości decyzji jest wiele, które wieńczy tak samo wiele zakończeń. Czy dobrych, czy złych – to pozostaje w Waszych rękach. Przeszłam grę na kilka sposobów, ale jeszcze nie odkryłam wszystkich tajemnic szpitala psychiatrycznego, natomiast mogę Wam zdradzić, że moje pierwsze zetknięcie się ze Świrownią zakończyło się podobnie, jak ukończenie pierwszej części Silent Hill (do której zresztą autor również nawiązuje) – a mianowicie jako BAD ENDING. I muszę przyznać, że Radecki się ze swoimi bohaterami nie patyczkuje, bo kiedy wybierzemy źle, to NAPRAWDĘ jest źle.

Jak wspominałam, po Świrownię sięgałam na kilka sposobów, ale cały czas nurtuje mnie myśl, czy ta historia na pewno jest w stanie skończyć się dobrze?… Żeby to sprawdzić, na pewno za jakiś czas znowu odwiedzę ten (fikcyjny?) psychiatryk, bo z tą książką jest taki problem, że kiedy już zagłębisz się w różne ścieżki i znajdziesz różne możliwości jej przejścia/przeczytania, to trudno ją odłożyć na półkę. Świrownia wciąga.

Gra paragrafowa Łukasza Radeckiego to niezwykle skrupulatnie skonstruowana opowieść. Podziwiam autora, że z wielką uwagą udało mu się złożyć wszystkie elementy tej historii w taki sposób, żeby każda z wybranych przez czytelnika ścieżek ściśle ze sobą współgrała. Uważam, że by stworzyć tego typu książkę, poza wymyśleniem samej historii, która zainteresuje, trzeba mieć jeszcze umiejętności logistyczne. I to się Radeckiemu udało.

Bardzo lubię klimat tej opowieści. Mimo że wiem, że czwórka nastolatków pakuje się w duże kłopoty (jest to tym bardziej namacalne, zwłaszcza kiedy przejdziemy przez prolog), to jednak sposób budowania nastroju, pozorna beztroska występująca w relacjach pomiędzy bohaterami, opisy terenu szpitala i samego wnętrza budynku sprawiały, że miałam ochotę wybierać opcje typu „uciekaj” lub „zawróć”. Jest mrocznie. Jest niepokojąco. Czyli jest tak, jak lubię.

Dzięki zetknięciu się ze Świrownią Łukasza Radeckiego złapałam paragrafowego bakcyla, dlatego ze swej strony będę Wam ten tytuł bardzo polecać. Myślę, że dodatkowy atut tej książki to taki – podobnie jak w przypadku gier planszowych – że dzięki mnogości zakończeń, będę do niej z przyjemnością zaglądać co jakiś czas. Poza tym uważam, że Świrownia to świetna opcja na spędzenie czasu nie tylko w pojedynkę, ale i w większym gronie. W końcu im więcej osób, tym więcej decyzji… Czyż nie?…

1 Comment

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.