„Po drugiej stronie kamery” Jakub Płoch

Horrory filmowe od lat są moim sposobem na spędzanie wolnego czasu, choć i tak zwykle wybieram książki. A raczej można powiedzieć: wybierałam, bo jednak przy Grozolubisiu czas wolny to pojęcie względne, a i oczy czasem wolą oglądać obrazy niż literki… Wierzę, że to przejściowe, ale… wracając do filmów – mam wrażenie, że teraz w kinie czy na kanałach streamingowych znajdziemy bardzo dużo ekranizacji, które są adaptacjami powieści czy innych tworów literackich. W tym, oczywiście, sporo jest horrorów. Sama czasem tak mam, że kiedy czytam jakąś książkę, łapię się na myśli: o, to jest idealna fabuła do przerobienia jej na scenariusz. Ale od książki do scenariusza droga jest długa i nie będziemy się tu nad nią rozwodzić:)

Natomiast co jeśli filmową fabułę wrzucimy w książkę? Czy to będzie dobre rozwiązanie? Czy taki horror przestraszy? Z takim zadaniem zmierzył się Jakub Płoch, oddając w ręce czytelników swoją debiutancką powieść Po drugiej stronie kamery.

David i Ashley to para przyjaciół, która na swoim kanale na YT zamieszcza materiały z nawiedzonych miejsc. Zajęcie to traktują jako hobby, co jest dla nich idealną odskocznią od otaczającej rzeczywistości. Bohaterów poznajemy na imprezie, na której spotykają Abigail i która opowiada im o pewnym nawiedzonym domu, gdzie doszło do rodzinnej tragedii. Jak się możecie domyślić, Davida i Ashley nie trzeba było dwa razy namawiać, żeby odwiedzili to straszne miejsce…

Po drugiej stronie kamery jest opowieścią dynamiczną. Od pierwszych stron dużo się dzieje, a wszystko co podejrzane jest rejestrowane czujnym okiem kamery… Narracja momentami przywodziła na myśl technikę filmową found footage, zwłaszcza kiedy bohaterowie natrafiali na jakieś niesamowitości i niepokojące zjawiska.

Powieść Jakuba Płocha czyta się tak, jakby oglądało się straszny film, ale… na kasecie VHS. Czasem trzeszczy, czasem widać zagięcia na taśmie, a najczęściej wciąga!

W książce znajdziecie motywy znane z horrorów filmowych, ale dzięki nim możecie się poczuć jak w towarzystwie dobrego kumpla. I mimo małych niedociągnięć historia wzbudza ciekawość, a także ma momenty, w których NAPRAWDĘ niepokoi. Czytając, czułam, że autor jest fanem kina grozy i chciał się tą pasją podzielić z czytelnikiem.

Moim zdaniem – wyszło całkiem dobrze i muszę powiedzieć, że czytałam tę książkę z przyjemnością. I z dziką ciekawością, jak się ta historia zakończy.

Dodam jeszcze, że na duży plus zasługuje pomysł na fabułę książki, natomiast szkoda, że nie została odpowiednio zaopiekowana redakcyjnie. Myślę, że wtedy całość wypadłaby zdecydowanie lepiej.

Podsumowując, Po drugiej stronie kamery to powieść, która daje sporo rozrywki i powinna spodobać się miłośnikom filmowego horroru. Myślę też, że spokojnie mogą po nią sięgnąć osoby, które na co dzień nie czytają literatury grozy. Idealna na jeden wieczór.

A za autora mocno trzymam kciuki i czekam na kolejną straszną opowieść!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *