„Połączenia” Robert Sosnowski

Nie jestem artystyczną duszą. Raczej twardo stąpam po ziemi, choć w zamierzchłych czasach zdarzyło mi się być romantyczką, ale… wracając do sztuki. Okay. Literatura jest sztuką. Film jest sztuką. Gry wideo ze względu na przepiękną grafikę są sztuką. Plakaty Grozownia Festival (a wcześniej KFASON-u) są sztuką, ale muzea czy galerie sztuki omijam szerokim łukiem. Jasne, kiedy zainteresuje mnie jakiś temat, jestem skłonna wybrać się na wystawę, ale generalnie – jak to się teraz mówi – tu nie ma chemii. Zresztą lekcje plastyki w podstawówce były dla mnie utrapieniem. Zdecydowanie bardziej wolałam ćwiczyć rozbiory zdania podrzędnie złożonego na polskim. Ale co poradzić, że literki kocham od maleńkości 🙂
Dlatego z dużą dozą ciekawości (i trochę na przekór sobie) sięgnęłam po książkę Roberta Sosnowskiego Połączenia.

Od pierwszych stron powieści wchodzi się w inny świat. Świat czwórki przyjaciół, którzy są twórcami, są artystami i uprawiają sztukę. Jan, All, Ma i Pau zapraszają czytelnika do swojego świata: świata kolorów, świata wyobraźni, ale i do czasów dzieciństwa i młodości (znajdziemy tu fragmenty przeszłości naszych bohaterów, głównie ich relacje z rodzicami, ale nie tylko), do świata zabawy, marzeń, zakazanych pragnień…

Czytając tę powieść miałam wrażenie nierealności (przecież takie życie nie istnieje!). No bo jak to tak można całymi dniami dbać o siebie, dogadzać sobie (pyszne jedzonko, ukochana muzyka, ukochany film czy książka) i jeszcze w tym wszystkim, w tej niespiesznej codzienności, mieć wenę do tworzenia autorskich rzeczy. No bajka! Jedna z bohaterek, Ma, używa nawet słowa RAJ. Ale czasem wystarczy jedno zdarzenie, by sielankowa codzienność została skażona rysą…

Na pierwszy rzut oka można pomyśleć – ot, książka o grupie zmanierowanych młodych ludzi, którym się w tyłkach przewróciło, bo są artystami, żyją sobie razem, bez pośpiechu i wychodzi na to, że groszem nie śmierdzą, a w ogóle uważają się za nie wiadomo co, ale… to tylko pozory, bo im dalej przewraca się kartki książki, tym więcej zmian zaczyna się dziać w ich życiu. Jak wspomniałam – jedno, z pozoru niewinne zdarzenie (i to pozytywne zdarzenie!) pociąga za sobą zmiany. Mnóstwo zmian. W tej powieści znajdziecie wspomnianą już przeze mnie sztukę. Dużo sztuki. Szczyptę rozważań filozoficznych i tych z dziedziny fizyki, jest też trochę sportu! Ale uderzy was tu też lęk przed zmianami, dążenie do spełnienia marzeń, zakazaną miłość, mnóstwo wątpliwości. Bywa naprawdę smutno.

Połączenia – pod płaszczykiem pozornej sielanki – mówią przede wszystkim o zmianach, o pewnego rodzaju wyborach, o podejmowaniu decyzji. O tym, jak nasze doświadczenia życiowe, nowe umiejętności, a nawet nowe znajomości, nas kształtują i jaki to ma na nas wpływ oraz jakie ponosimy tego konsekwencje. Mimo wcześniejszych obaw, podobała mi się. Dała do myślenia. To taka opowieść, którą mógłby wyreżyserować Bertolucci (reż. m.in. Marzycieli czy Ukrytych pragnień – tak mi się skojarzyło).

Podsumowując, dobrze napisany debiut, a dodatkowego smaczku na kartach powieści dodają dzieła sztuki wykonane przez bohaterów Połączeń. Mimo że to nie groza, polecam 🙂

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *