„Prawie wieczór, wciąż jasno”, Linea Maja Ernst

Będąc dzieckiem, miałam taką myśl, że kiedy już będę dorosła i być może mieć rodzinę, będę jeździć z przyjaciółmi na wypady wakacyjne, weekendowe itp. Jednak z czasem okazało się, że to nie jest dla mnie, introwertyka, najlepsza opcja. Uświadomiłam to sobie podczas kolejnego obozu sportowego (już jako nastolatka), kiedy brak wyciszenia się, pobycia z samą sobą stał się bardzo dokuczliwy. I żebyście sobie nie myśleli, że cierpiałam katusze na takich obozach (no dobra, jak po miesiącu wakacji wracałam do regularnych treningów, to bolało 😅), bo zwykle było bardzo wesoło i satysfakcjonująco, ale jednak bardzo intensywnie pod względem relacji z innymi osobami. A to już było odrobinę dla mnie za dużo. Nie oznacza to, że męczą mnie spotkania z ludźmi, nie, ale muszą odbywać się w ograniczonych dawkach.

Dlatego czytając powieść Prawie wieczór, wciąż jasno, której autorką jest Linea Maja Ernst, czułam swego rodzaju podziw dla jej bohaterów, przyjaciół z lat studenckich, którzy postanowili wspólnie spędzić czas z dala od miasta.
W zasadzie tak zwykle zaczyna się horror: grupa przyjaciół wyjeżdża na wypoczynek do leśnej głuszy… Evil dead, Piątek 13., Teksańska masakra piłą mechaniczną, Until dawn, The Quarry – to tylko kilka tytułów, o których właśnie pomyślałam 😉 Ale nie, tym razem żadnej makabreski nie uświadczymy, choć celne spostrzeżenia autorki, opisującej relacje swoich bohaterów, potrafią zadać dotkliwsze ciosy, niż te popełnione maczetą/piłą/etc.

Prawie wieczór, wciąż jasno to w moim odczuciu opowieść o tęsknocie za przeszłością, o chęci zmiany, ale też o lęku przed nią, o strachu przed byciem prawdziwym i jednocześnie przed byciem odrzuconym, przed samotnością. Myślę, że spotkanie, które miało być czasem odpoczynku, stało się swego rodzaju rozliczeniem z dawnymi nadziejami i pragnieniami. Wydawać by się mogło, że wspólny wypad osób, które znają się od lat, to czysta przyjemność. Prawda jest jednak taka, że tajemnica goni tajemnicę…

To powieść o takich ludziach, jak Ty czy ja, którzy podczas studiów czerpali z życia sporo, żyli marzeniami i dopiero ten czas, tak nieubłaganie pędzący na łeb, na szyję czas, podczas tego jednego, krótkiego wyjazdu na łono natury, postanowił skonfrontować bohaterów z ich „ja” z przeszłości i wpłynąć na ich dalsze losy.

To nie jest łatwa lektura, zupełnie niesielankowa. Zmusza do myślenia, do refleksji i mimo że w niektórych momentach może sprawiać wrażenie przygnębiającej, to jednak pozostawia po sobie coś dobrego. Nadzieję.

Polecam! Nie tylko wymagającemu czytelnikowi 😊

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *