Projekt GROZA JEST KOBIETĄ

Pomysł dotyczący przedstawienia sylwetek autorek piszących horrory chodził mi po głowie już od dłuższego czasu. Od bardzo długiego. Nawet kilka lat temu, bodaj na 3. edycji Krakowskiego Festiwalu Grozy KFASON odbył się panel o tym samym tytule, w którym wzięły udział kobiety uprawiające (nieliczne wtedy) literacką grozę.

W tym roku idea ta nie dawała mi spokoju, a ponieważ do kolejnego KFASON-u jest jeszcze trochę czasu, postanowiłam najpierw zapytać autorki, czy chcą wziąć udział w moim „widzimisiu”. Chciały! I tak oto na Grozowni znajdziecie wywiady z nimi. Pierwszy już jutro!!!
Mam nadzieję, że ten projekt zachęci Was do sięgania po literaturę grozy pisaną przez kobiety. Udział w nim biorą: Dagmara Adwentowska, Sylwia Błach, Karolina „Mangusta” Kaczkowska, Magdalena Kałużyńska, Marta Krajewska, Agnieszka Kwiatkowska, Aleksandra „Mora” Łaniszewska, Joanna Łańcucka, Carla Mori, Anna Musiałowicz, Joanna Pypłacz, Agata Suchocka,  Izabela Szolc oraz Flora Woźnica.

Enjoy <3

Krzysztof Grudnik: Od czego zacząć? Grabiński dla początkujących

Dziś (26 II 2019) mija 132 rocznica urodzin Stefana Grabińskiego – pisarza, którego nazwisko pojawia się coraz częściej wśród polskich fanów literatury grozy. Nic w tym dziwnego, ponieważ jest to postać, która na rodzimą scenę horroru miała wpływ niebagatelny. Teraz kiedy mamy nawet nagrodę jego imienia [http://nagrodagrabinskiego.pl], a rynek wydawniczy pełen jest jego utworów, czytelnicy rozpoczynający swoją przygodę w świecie autora Demona ruchu mogą czuć się nieco zagubieni w gąszczu kolejnych edycji. Dlatego, z okazji urodzin Grabińskiego, postanowiłem przygotować krótki przewodnik: od jakich utworów Grabińskiego warto zacząć i co czytać później.Continue reading →

Krwawa Kałuża, odc. 11

Dzisiejszy odcinek podcastu/audycji Krwawa Kałuża traktuje:
– O moich przemyśleniach i wrażeniach odnośnie najnowszego teledysku pt. Memories w wykonaniu formacji tańca oraz śpiewańca HimAir, w którym to teledysku kreatywność i kamerę maczało Attic Film Production. Czyli będzie to kałużowy kącik pochwalony vel Piedestał.
– O moich przemyśleniach i wrażeniach odnośnie i w temacie zajawek marketingowych na fejsbuku, które niekiedy, czasami, w efekcie często-gęsto w przenośni oraz dosłownie dosłownie są… chujowe. Czyli będzie kałużowy kącik zjebów vel Pręgierz.
– O moich przemyśleniach i wrażeniach odnośnie kilku listów do redakcji, czyli w tym przypadku do mnie. Kącik pocztowy, znaczy, łączony, gdyż będzie i Pręgierz i Piedestał oraz prezentacja Tajemniczej Sylwetki Tajemniczego Twórcy, którego to Twórcę odkryłam przez przypadek i wiem jedynie ile ów ma lat oraz jak ma na imię…
– O moich przemyśleniach i wrażeniach odnośnie, UWAGA, filmu pt. SMALLFOOT Movie i mojej teorii, że ów film dla dzieci to raczej nie jest. Jak się to ma do horroru? No przecież rozszerzam zakres merytoryczny (pozdro dla Pana P.B.) mojej niemerytorycznej audycji vel podcastu, poza tym… Przyznam się, że oglądam kreskówki z chęcią i w ogóle.
– Itp.
– Itd.
– …
To na razie tyle, dwa gile. Jak zwykle audycja vel podcast będzie okraszona dżinglami autorstwa oraz wykonania Cezary Cezar Augustynowicz, natomiast kolejny odcinek  audiobooka pt. YMAR wrzuci się za dwa tygodnie.
Także do ususzenia, usłyszenia i niech Wam ziemia lekką będzie, a trawa zieloną.
Albo nie.
Ave

 

Przedpremierowo: „Cymanowski Młyn” Magdalena Witkiewicz i Stefan Darda

13 lutego premierę będzie miała najnowsza powieść Stefana Dardy, ale uwaga! – tym razem napisana w duecie z Magdaleną Witkiewicz, autorką powieści obyczajowych, ale też książek dla dzieci.

Cymanowski Młyn opowiada historię małżeństwa, Moniki i Maćka, którzy otrzymują w prezencie od tajemniczego ofiarodawcy pobyt w malowniczej miejscowości na Kaszubach. To tu – z dala od wielkiego miasta, w pensjonacie położonym w środku lasu mają szansę na przegnanie kryzysu, który pojawił się w ich związku. I pewnie to by się udało, gdyby Maciej po raz kolejny nie przedłożył pracy ponad czas spędzany wspólnie z żoną. Wraca na kilka dni do Warszawy, a Monika zostaje sama wraz z właścicielem Cymanowskiego Młyna – Jerzym Zawiślakiem oraz jego synem, Łukaszem, z którym spędza coraz więcej czasu, i który coraz bardziej przypomina jej byłego narzeczonego. Czy Monice i Maćkowi uda się naprawić małżeństwo? Czy pan Jerzy na pewno jest przemiłym, starszym panem, który tęskni za swoją przedwcześnie zmarłą żoną? Czy Łukasz zdobędzie serce Moniki? Tego wszystkiego dowiecie się podczas lektury powieści.

Książki Stefana Dardy znam. Wiem, w jaki sposób pisze i jaki gatunek literacki jest bliski autorowi. Natomiast przyznam się bez bicia, że nie czytałam żadnej powieści Magdaleny Witkiewicz (po prostu lubię horrory), ale muszę powiedzieć, że Cymanowski Młyn wyszedł temu duetowi bardzo dobrze.

Opowiadana przez autorów historia wciągnęła mnie od pierwszej strony. Opis malowniczego miejsca, w jakim znajduje się Cymanowski Młyn został przedstawiony na tyle obrazowo, że przez chwilę poczułam się tak, jakbym to ja była jednym z bohaterów powieści: czuła rześkie powietrze, ogrzewała twarz ciepłymi promieniami jesiennego słońca, czy jadła chleb z chrupiącą skórką od Wentowej.

Powieść opowiedziana jest głównie z punktu widzenia Moniki i Jerzego, aczkolwiek czasem autorzy wyjaśniają poszczególne sytuacje poprzez innych bohaterów (np. w jednym z rozdziałów z perspektywy Macieja dowiadujemy się, dlaczego musiał tak nagle wrócić do Warszawy, poznajemy jego emocje oraz uczucia względem Moniki). Ten zabieg powoduje, że historia jest dynamiczna, ciekawa, a przede wszystkim nieoczywista. W powieści mamy też kilka mrożących krew w żyłach zwrotów akcji, poza tym wszędzie unosi się tajemnica, związana z powstaniem pensjonatu i z pobliskimi bagnami, które miejscowi zwą Pomarliskie Błeto. Jaka? Przeczytajcie Cymanowski Młyn!

Książkę czytało mi się lekko i przyjemnie. Mąż był zaskoczony, że lektura poszła mi tak szybko, a skończyłam ją z wypiekami na twarzy, gdyż zakończenie mocno mnie zaskoczyło. Jak już wspominałam, w pewnym momencie akcja powieści przyspiesza i ja też, czytając ją coraz zachłanniej dałam się w nią wciągnąć. Niczym w cymanowskie Pomarlisko.

Cymanowski Młyn reklamowany jest jako połączenie powieści obyczajowej i thrillera. Ja od siebie dołożyłabym jeszcze elementy grozy, bo – jakby nie było – w powieści mamy do czynienia z okultyzmem. Także jeśli nie szukacie lektury z Piekła rodem, ta książka powinna Wam się spodobać. Mnie sprawiła dużo czytelniczej frajdy i jeśli kiedyś autorzy napiszą coś wspólnie, z chęcią sięgnę po ich powieść.

Serdecznie polecam!

Krwawa Kałuża, odc. 10

W najnowszym odcinku audycji/podcastu pt. Krwawa Kałuża, który właśnie nagrywam, będę perorowała, między innymi oraz mianowicie o:
– Powodach zmiany vel rozszerzenia merytorycznego () zakresu tematycznego kałużowego gadania w audycji vel podcaście owym,
– Końcu Niewinności, czyli sytuacji odnośnie tegorocznego finału WOŚP,
– Listach do redakcji, czyli w tym przypadku do mnie,
– Wrażeniach po lekturze książki pt. Ballady Morderców autorstwa Mariusz „Orzeł” Wojteczek – profil autorski,
– Robieniu z dupy wiosła vel dorabianiu piździe uszu w procederze oficjalnego naciągania frajerów, zwanym tele-wróżeniem,
– O zbliżającej się premierze kolejnego teledysku zespołu pieśni i tańca HimAir (premiera nastąpi już po nagraniu kałużowego gadania, takoż o samym teledysku powiem coś w audycji kolejnej…).
No i, jak zwykle, niezwykle, audycja vel podcast będzie okraszona dżinglami autorstwa Maestro Cezary Cezar Augustynowicz.
Takoż stay tuned, czy coś.
Niech Wam ziemia lekką będzie, a trawa zieloną.
Albo nie.
Ave
Ps. W audycji również pojawią się kolokwializmy.

Dawid Kain: „[…]pisanie wydaje mi się równie znaczące i skuteczne, co plucie w czarną dziurę”

Serdecznie zapraszam Was do lektury niezwykle optymistycznego wywiadu z Dawidem Kainem vel Marcinem Kiszelą (lub odwrotnie) 🙂

Magdalena Paluch: W tym roku ukazały się dwie Twoje powieści Ostatni Prorok (Genius Creations) oraz Oczy pełne szumu (Wydawnictwo IX), która tak naprawdę jest nową wersją Twojej książki prawy, lewy, złamany. Dlaczego zdecydowałeś się na reedycję?

Dawid Kain: Z dwóch powodów. Po pierwsze to moja najstarsza powieść, zupełnie pierwsza, która została wydana (jeszcze w 2007 roku), no i przydałoby się ją przypomnieć. A po drugie, ona się trochę domagała przepisania, poprawy, więc pewnego dnia zacząłem czytać i zmieniać, aż całość stała się czymś trochę innym i lepszym, niż wcześniej.

MP: Na swoim koncie masz również powieści napisane wspólnie z innym autorem, Kazimierzem Kyrczem Jr. Lepiej się tworzy samodzielnie czy w duecie? Chciałbyś w przyszłości napisać z kimś książkę? Jeśli tak, to z kim?

DK: Tworzenie w duecie nie jest specjalnie ciężkie, choć sam pomysł wydaje się dosyć abstrakcyjny. Ktoś nawet podszedł do mnie na ostatnim Kfasonie i pytał, jak to możliwe, żeby pisać we dwóch. Odpowiedziałem: wysyła się kolejne fragmenty mailami. Bo tak to właśnie wygląda. Ale nie planuję już pisania z kimś, na pewno nie powieści. W scenariuszach nie mogę wykluczyć, nigdy nie wiadomo.

MP: Kiedy postanowiłeś, że zaczniesz pisać książki? Czy była to przemyślana decyzja, czy raczej totalny spontan?

DK: Ja nie zacząłem od razu od książek, tylko od wierszy, miniatur i opowiadań. Było to przemyślane w taki sposób: przeczytałem Kwiaty zła i uznałem, że muszę pisać jak Baudelaire. Potem chyba Proces i znowu – muszę pisać jak Kafka. Następnie tak samo z Dickiem, Vonnegutem i jeszcze paroma, aż wszystko się wymieszało, zawiesiło, zresetowało i dopiero wtedy zacząłem pisać tak, jak miałem.

MP: Twoje książki nie są książkami łatwymi w odbiorze, choć tak naprawdę poruszają wiele istotnych kwestii, dotyczących ludzi i relacji między nimi, a także społeczeństwa, zmieniającego się w ekspresowym tempie. Czy pomysły na fabułę czerpiesz z obserwacji, które potem w charakterystycznym dla siebie stylu przelewasz do Worda?

DK: Zazwyczaj tak, chociaż najczęściej nie zaczynam od fabuły tylko od jakiegoś jednego-dwóch zdań, które są albo początkiem książki, albo zawierają najważniejszą dla tej książki ideę.

MP: W jaki sposób tworzysz bohaterów swych tekstów?

DK: Nie tworzę ich w taki sposób, że mam np. tabelkę w Excelu i tam wypisane ich cechy, ani też nie mam notek na ich temat, czy osobnych charakterystyk, tylko oni u mnie się wyrażają poprzez sposób mówienia czy działania. Najpierw są wypowiedzi, a dopiero później z nich się wyłania taka czy inna osobowość. Jest to odwrotność tak zwanej hollywoodzkiej szkoły scenariuszowej, gdzie jest taki a taki bohater, no i on ma taki cel, a taką skazę, no i takie a takie przeciwności itd. Nie twierdzę, że to śmieszne, choć trochę tak, ale takie tworzenie z szablonów wydaje mi się bardzo odległe od rzeczywistych ludzi i ich charakterów. A najdziwniejsze jest to, że ludzie o wiele lepiej odbierają właśnie tych bohaterów robionych „maszynowo”, co łatwo sprawdzić, patrząc na listy bestsellerów i hitów kinowych.

MP: Pamiętasz, którą książkę łatwiej Ci się pisało: Ostatniego Proroka, czy prawego, lewego, złamanego?

DK: Dużo łatwiej pisało mi się debiut niż Ostatniego proroka. W ogóle są książki, które pisało mi się superłatwo, jak Kotku, jestem w ogniu, czy Gęba w niebie. A na drugim końcu spektrum znalazły się Ostatni prorok, Fobia czy Punkt wyjścia, gdzie pisanie trwało wiele miesięcy i książka zmieniała się w coś innego, niż zakładałem na początku.

MP: A która z nich jest Ci bliższa?

DK: Ostatni Prorok, bo jest pisany w zupełnie inny sposób niż reszta moich tekstów, chociaż z punktu widzenia czytelnika może tego aż tak nie widać.

MP: Poza tym, że piszesz książki, tworzysz też scenariusze do gier. Łatwiej jest wymyślić fabułę powieści, czy właśnie scenariusz?

DK: To są w sumie dwie różne rzeczy. Pisanie książki wygląda tak, że mogę w sumie napisać cokolwiek, mogę zrobić jakiś eksperyment zupełnie z kosmosu i ryzykuję tylko tym, że najwyżej nikt jej nie wyda. Scenariusz to już jest zadanie, za które ktoś od początku płaci i ma określone wymagania. Wiele osób czyta powstające fragmenty takiego scenariusza gry, no i one na dodatek muszą pasować do tego, co się w grze dzieje, nie ma miejsca na eksperymenty nieuzgodnione z resztą zespołu.

MP: Jak uważasz, dlaczego dobremu pisarzowi trudno jest zaistnieć na rynku książki? Przecież doskonale wiadomo, że jest on zalewany słabymi tytułami, a jednak ich autorzy są popularni i rozpoznawani. Jak sądzisz, z czego to wynika i co można zmienić?

DK: Bycie dobrym czy złym nie ma tak naprawdę większego znaczenia i to jest ta rzecz, która może być dla wielu nie do przetrawienia. Wydaje się przede wszystkim to, co może się sprzedać. To jest główne kryterium, często niezwiązane z jakością tekstu. Więc jeśli lepiej sprzeda się dziesiąta woda po Greyu, to ona będzie wydana i wypromowana, a biedni eksperymentatorzy prozy polskiej to mogą sobie na drukarkach domowych w pięciu egzemplarzach z okrzykiem „trwoga i żal!”.

Zmienić nic nie można, można ewentualnie szukać jakiejś środkowej drogi, tzn. uczciwe pisanie ciekawe fabularnie, nie będące tylko smutnym wyrobem.

MP: Przyzwyczaiłeś swoich czytelników do pisania pod pseudonimem Dawid Kain. Skąd w ogóle wypadłeś na pomysł na taką właśnie ksywkę i dlaczego teraz postanowiłeś to zmienić?

DK: Ja to bardzo dawno temu wymyśliłem, jak pisałem jedne z pierwszych opowiadań. Było to w czasach, gdy jedynym znanym autorem horrorów w Polsce był Stephen King. Czasy te zresztą trwają do dziś…

A do porzucenia pseudonimu namówił mnie wydawca i jak można się było spodziewać – zupełnie nic z tego nie wynikło.

MP: Jakim autorem był Dawid po wydaniu debiutu, a jakim autorem jest dziś?

DK: Był młody i energiczny, teraz jest stary i psychiczny. A tak serio to główna zmiana nastąpiła w – że tak to ujmę – gęstości odczuwalnego bezsensu. Wtedy myślałem, że pisać warto, że trzeba, że szczerze i w ogóle, a teraz pisanie wydaje mi się równie znaczące i skuteczne, co plucie w czarną dziurę.

MP: Nad czym obecnie pracujesz?

DK: Scenariusz do gry Unholy, poprawki do noweli na podstawie scenariusza The Beast Inside i jeszcze taki drobny projekt prozatorski, tym razem nie związany z fantastyką w żadnym stopniu.

MP: Myślisz, że napiszesz kiedyś książkę ze swym synkiem, Frankiem?

DK: Oby nie chciał pisać, pisanie jest straszne! Chociaż sam nie wiem, on ma cztery lata a już wymyśla historie, że w ciemnym garażu gonił go bardzo groźny duch, a on go zbił na płasko, czyli – jak mi się wydaje – tak, jakby po duchu przejechało żelazko.

MP: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę i spokojnych i rodzinnych świąt Ci życzę!

DK: Dziękuję i wzajemnie.

Fanpage autora na Facebooku: https://www.facebook.com/marcinkiszela/

 

„Nowy dom na wyrębach II” Stefan Darda

Premiera ostatniej części trylogii Wyręby miała znaczenie symboliczne. Otóż dziesięć lat temu pojawiła się na rynku debiutancka powieść Stefana Dardy Dom na Wyrębach. I właśnie w październiku tego roku autor zakończył pewien etap, wydając Nowy dom na wyrębach II, kończąc tym samym swoją przygodę z Markiem Leśniewskim i Hubertem Kosmalą.

Przyznam szczerze, że z kontynuacjami mam tak, że muszę wrócić do fabuły rozgrywającej się w poprzednim tomie. Nie wiem, czy to kwestia sklerozy, czy po prostu tego, że z czasem zwyczajnie zapominam o wielu szczegółach. W każdym razie, aby przeczytać NDNW II, sięgnęłam wcześniej po poprzedni tom. I wiecie co? To była dobra decyzja. Choćby dlatego, że przyjemnie było jeszcze raz powrócić do początków nowej opowieści o Wyrębach.Continue reading →

„Nierozdzielne” Joanna Pypłacz

Już jutro premiera Nierozdzielnych – najnowszej, czwartej powieści krakowskiej autorki, Joanny Pypłacz. Jestem już po lekturze tej książki i chciałabym się z Wami podzielić swoją opinią.

Nierozdzielne to historia dwóch sióstr, bliźniaczek: Sybilli i Sabiny. Młodych i pięknych kobiet, które wyglądem w zasadzie się nie różnią, natomiast charakterem – bardzo. Sybilla jest pewna siebie oraz świadoma swojej atrakcyjności, Sabina z kolei jest nieśmiała i nie mówi.  Z siostrą porozumiewają się w wymyślonym przez siebie języku. Dziewczyny są bardzo zżyte ze sobą, jednak Sybilla jest dominująca w tej relacji. Wszystko zmienia się, kiedy nieśmiała z sióstr poznaje Juliana Horodeckiego, jednego z najlepszych wykonawców organowej muzyki Bacha, a przy tym młodego i interesującego mężczyznę. Znajomość z nim pomaga jej uwolnić się spod wpływu Sybilli, ale jednocześnie prowadzi do tragedii…Continue reading →

„Omen” David Seltzer

Damien Thorn – tego dzieciaka nie trzeba przedstawiać żadnemu miłośnikowi horroru. Po raz pierwszy pojawił się na ekranach kin w 1976 roku wraz z premierą filmu Omen w reżyserii Richarda Donnera. Film odniósł sukces, a David Seltzer przerobił własny scenariusz na powieść. Teraz, po ponad 40. latach, dzięki wydawnictwu Vesper, premierę ma również książka.

Jeremy’ego Thorna, amerykańskiego ambasadora w Wielkiej Brytanii, poznajemy w drodze do szpitala, w którym ma narodzić się jego pierworodny.

Na miejscu mężczyzna dowiaduje się, że dziecko nie przeżyło, ale może adoptować niemowlę – chłopca, którego matka zmarła podczas porodu. Thorn, wiedząc, że jego chora na depresję żona nie przeżyje takiego ciosu, zgadza się dać obcemu dziecku dom. Zataja ten fakt przed Katherine. Chłopczyk otrzymuje imię Damien.Continue reading →

Maciej Szymczak: „Pomysły na opowiadania rodzą się we mnie na zasadzie poetyckiego natchnienia […]”

Serdecznie zapraszam Was do lektury wywiadu z Maciejem Szymczakiem, autorem książki Sinobrody i inne opowiadania oraz wielu opowiadań grozy.

Magdalena Paluch: Maćku, w lutym tego roku wydawnictwo Horror Masakra wydało książkę Twojego autorstwa pt. Sinobrody i inne opowiadania. Jakie to uczucie – kiedy wiesz, że Twoje teksty, które wcześniej były tylko pomysłami, są w rękach czytelnika, który je oceni? Jak to jest być debiutantem?

Maciej Szymczak: Bycie debiutantem to dość ekscytująca sprawa. Czuję się trochę jak początkujący żeglarz wypływający na szerokie i niezbadane wody. Jaki kierunek finalnie obiorę, czy dopłynę do upragnionego celu, a może moja łódź osiądzie na mieliźnie? Może fala krytyki zmiecie mą dłubankę, zatapiając ją na bezimiennym cmentarzysku literackich wraków? Z pewnością najbardziej stresujące jest oczekiwanie na pierwsze recenzje, na komentarze od czytelników, jak odbiorą moją twórczość? Każdy debiutant w pewnym sensie ryzykuje wydając autorski zbiór, autorską powieść. Trzeba mieć wewnętrzne przekonanie, że się do tego dojrzało, czuć się na tyle mocnym, aby zmierzyć się ze światem zewnętrznym. Ja czułem już od jakiegoś czasu, że mój czas w końcu nadszedł. Nie mogłem dłużej czekać, tłamsić w sobie tych uczuć. Pomysły już od dawna domagały się uwiecznienia na papierze. Efektem tego jest mój debiut literacki Sinobrody i inne opowiadania.Continue reading →