poKREWne – nowość na Grozowni

Kochani,

ponieważ od pewnego czasu zdarza mi się patronować lub wspierać gatunki inne niż groza i horror oraz z racji mojej obecnej pracy, postanowiłam rozszerzyć odrobinę współpracę o gatunki, nazwijmy je, poKREWne. Nie martwcie się, Grozownia nie zmieni swego zastosowania. Zwyczajnie po dekadzie promowania jednego gatunku czas spróbować czegoś nowego 🙂

Jedną z powieści, której mam przyjemność patronować jest najnowszy tytuł Tomasza Brewczyńskiego – „Nie zasługujesz na śmierć” (wydawnictwo Vectra).

Premiera książki już 8 marca, a od dziś ruszyła PRZEDSPRZEDAŻ: https://www.empik.com/nie-zaslugujesz-na-smierc-brewczynski-tomasz,p1293574652,ksiazka-p 

Opis:
Dover, późny wieczór. Kamila Wagner spycha męża w przepaść. Zabija człowieka, który w ciągu kilkunastu lat zamienił jej życie w koszmar. Pozbawił ją marzeń, zabrał wiarę w ludzi, odarł z uczuć i resztek godności. Kobieta jest przerażona, ale nie żałuje morderstwa. Przeciwnie, nareszcie czuje się wolna, a do pełni szczęścia pozostaje jej tylko zatuszować zbrodnię i wyjechać z kraju. Czasu ma niewiele. Niespełna dwadzieścia cztery godziny, podczas których wiele się może wydarzyć, i rzecz jasna, wiele się wydarza.

Co doprowadziło bohaterkę do ostateczności?
Co jest w stanie zrobić, aby uciec przed konsekwencjami zabójstwa? Jak sobie poradzi w walce z czasem i przeciwnościami losu?
Kto jej w tej walce pomoże? Komu zdradzi mroczną tajemnicę i kto, tak naprawdę,
nie zasługuje na śmierć? 

Zaintrygowani?…

Krwawa Kałuża, odc. 18

Niniejszy odcinek dla świnek Krwawej Kałuży jest krótki, acz treściwy. Jednak żeby się dowiedzieć o czym będę gadać, trzeba posłuchać, bo opisy owych dywagacji mogłyby się okazać dłuższe od dywagacji właściwych. Takoż sami rozumiecie, że nie ma sensu.

I niech Wam ziemia lekką będzie, a trawa wiecznie zieloną.

Indżojcie albo nie.

Ave.

Radek Bolałek (Hanami): „ogólnie jest ważne, żeby dzieciaki zachęcać do czytania wszystkiego”

Sebastian Drabik: Zaczynaliście jako firma zajmująca się polsko-japońskimi kontaktami kulturowo-ekonomicznymi. Czy to Waszym zdaniem najlepszy początek do zajęcia się wydawaniem mang i książek?

zdj. Marta Pańczyk Photography

Radek Bolałek: Trudno powiedzieć, czy najlepszy, ale był to dobry punkt wyjścia – znaliśmy język i kulturę, mieliśmy wiedzę z zakresu prowadzenia biznesu i ekonomii, do tego wydaliśmy najpierw dwa tytuły (Tradycje kulinarne Japonii oraz Zwierzęta zodiaku w kulturze Japonii). Z racji tego takiego, a nie innego zaplecza i umiejętności z pewnością łatwo nam było rozmawiać z japońskimi kontrahentami.

SD: Skąd u Ciebie taka fascynacja Japonią?

RB: Mógłbym zacząć od tego, jak to w latach osiemdziesiątych oglądałem Załogę G (Kagaku ninja tai Gatchaman) i jak oglądałem inne anime, zanim nawet poszedłem do podstawówki, ale świadomy i faktyczny początek był inny. Zacząłem ćwiczyć karate, tam poznałem Kubę, który wciągnął mnie do Gdańskiego Stowarzyszenia Fantastyki Alkor. Tam natomiast na spotkania wpadał Michał, który wtedy mieszkał w Niemczech i przywoził nam anime na VHS. Później już się zaczęło – pierwsze konwenty, pierwszy konwent, który organizowałem (Anime no gakkō w 1998), sprzedaż mang ściąganych z Belgii, a później większa fascynacja Japonią i studia japonistyczne.

SD: Jakie wiążą się wspomnienia i przeszkody z pierwszą publikacją Hanami?

RB: Pierwszą publikacją w ogóle były wspomniane Tradycje kulinarne Japonii. Musieliśmy się uczyć wszystkiego od zera. Jak działa dystrybucja w Polsce, jak rozmawiać z drukarniami, jak pracować w wydawnictwie itd. Natomiast często śmiejemy się, że my jesteśmy nudnymi rozmówcami, bo zanim się za coś weźmiemy, gruntownie badamy teren, dlatego też nie mieliśmy szczególnie przykrych niespodzianek. Continue reading →

„Pusty ogród”, Romuald Pawlak

„A oni doszukują się Bóg wie jakich sensów, dopowiadają cuda, kształtowani nadzieją i własną wyobraźnią, jak mózg, podpowiadający określone, znane mu, wyuczone kształty – często niemające żadnego związku z rzeczywistością”.
R. Pawlak, Honor.

Siedzę przed monitorem już od jakiegoś czasu i myślę, jak stworzyć tę grozopinię, by napisać o książce, nie o sobie.
Pozamiatała mną.
Zastanawiam się, na ile to, co dzieje się ze mną prywatnie, wpłynęło na nadanie słowom autora dodatkowych znaczeń, których on wcale nie miał w zamyśle. A może jednak uznać, że Pawlak jest po prostu świetnym obserwatorem otaczającej rzeczywistości i przez krzywe zwierciadło fantastyki ukazuje to, co trapi współczesnego człowieka?
Pusty Ogród to zbiór ośmiu opowiadań, których akcja toczy się w uniwersum, poznanym przez nas w powieści Podarować niebo. Nie chcę streszczać tutaj żadnego, więc by przybliżyć Wam ich treść, pozwolę sobie przytoczyć fragment opisu okładkowego: Adam próbuje wyprowadzić ludzi spod ognistej apokalipsy na Ziemi. Fomin wyciąga rękę do tajkonauty, z którym wygrał rywalizację o prymat między gwiazdami. Chce ocalić jego honor, bo tylko tyle może zrobić jeden pilot dla drugiego. Rudzik rozpaczliwie namawia Twardzielców do uratowania jego syna. Jos Fullerheim popełnia głupi błąd. A stary gubernator Amir Krast pragnie już tylko godnej śmierci, choć do końca zamierza pozostać samcem alfa.Continue reading →

Kamil Staniszek: „’Pętla’ rodziła się w bólach – tyle, że nie w twórczych, ale dosłownych i wyjątkowo nieprzyjemnych”

Magdalena Paluch: Dzień dobry, Kamilu! Jestem na świeżo po przeczytaniu Twojej najnowszej książki pt. Pętla i muszę Ci się przyznać, że cały czas nad nią rozmyślam. Na pozór prosta fabuła, wcale taką nie jest… I to w książkach lubię. Zanim do samej Pętli przejdziemy – warto wspomnieć, że to nie jest Twój powieściowy debiut. Wcześniej napisałeś dwa kryminały, których bohaterem jest dziennikarz, Andrzej Kalicki. Skąd ta zmiana gatunku? Chciałeś spróbować czegoś nowego?

Kamil Staniszek: Wydałem dwa kryminały Kocia morda i Zemsta ma smak CZERWIENI, których akcja toczy się w podwarszawskim Piasecznie, a bohaterami są dziennikarze lokalnej gazety. Sam od dwudziestu lat wydaję w tym mieście lokalną gazetę, więc pisanie tych książek sprawiło mi wiele frajdy i stworzyło okazję, by obudować fabułą szereg zdarzeń, które rzeczywiście miały miejsce.
Później wydałem Kucem być – książkę publicystyczną opartą na wspomnieniach związanych z metalową sceną lat 90., oraz Headbanger Fiction – zbiór opowiadań i felietonów.
Pisząc, nie staram się podlegać określonej przynależności gatunkowej. Gdy w głowie pojawia mi się jakaś historia, zaczynam ją spisywać. Ona się dzieje, a ja próbuję za nią nadążyć. Nie siadam do pisania z postanowieniem: „teraz napiszę horror”, to raczej po napisaniu diagnozuję, co z tego wyszło i szukam dla mojej powieści stylistycznej szufladki, do której ona tak do końca wcale nie chce się dopasować. Do współpracy z Vesperem namówił mnie Kuba Kozłowski, pomysłodawca antologii GROBOWIEC. Napisałem opowiadanie Nagła śmierć i chwilę później pojawił się pomył na Pętlę.Continue reading →

Krwawa Kałuża, odc. 17

Wcale nie pokrótce o tym, co wynikło mi w głowie po obejrzeniu trzech horrorów: W lesie dziś nie zaśnie nikt; Wilkołak; Czarownica – bajka ludowa z Nowej Anglii.

Od czego zacząć przygodę z literaturą cięższą, bo się pytacie w listach do redakcji, czyli w tym przypadku do mnie. O tym powiem, iż się cieszę z faktu, że pojawiły się dwie pisarki-debiutantki: Paulina Stępień oraz Kaja Herman.

Cytata na dziś również będzie, bo cycata być musi i pozdrowienia dla Agaty Suchockiej nagrałam oraz niejaką dla owej Agaty nagrałam obietnicę…
I niech Wam ziemia lekką będzie, a trawa wiecznie zieloną.
Ave

Kotori: „Czy nie zawiedziemy fanów horrorów? To zależy w dużej mierze od Japonii”

Po dłuższej przerwie zapraszamy na kolejny wywiad z wydawnictwem. Tym razem na pytania Sebastiana Drabika odpowiadały: Anna „Lau” Ćwik – redaktor naczelna, Nina Ciesielska – główny edytor oraz Patrycja „Sally” Siedlecka – korektor, które związane są z wydawnictwem Kotori.

Sebastian Drabik: Tak na wstępie zapytam Was o pierwsze doświadczenia związane z literaturą i mangą.

Nina: Książki były w moim życiu od maleńkości i jak przez mgłę pamiętam kilka wierszy i baśni, które jeszcze wtedy czytała mi mama. Jednak pierwszą książką, którą przeczytałam praktycznie samodzielnie i która najbardziej utkwiła mi w pamięci, były Dzieci z Bullerbyn Astrid Lindgren. Moim pierwszym kontaktem z mangą był, jak pewnie w przypadku wielu osób, Naruto.
Sally: Zaczęłam czytać jako dziecko, ale wtedy były to głównie baśnie i lektury szkole. Do większości nawet nie zajrzałam. Bardzo nie lubiłam czytać na siłę, zwłaszcza jak coś mnie nie interesowało. Kiedy w szóstej klasie sięgnęłam po Harry’ego Pottera, przepadłam na dobre. O mangach długo nie wiedziałam. Oglądałam w dzieciństwie wiele anime, w tym moją ulubioną Sally Czarownicę i Czarodziejkę z Księżyca, ale dopiero po kilku latach dowiedziałam się, co to za animacje i co to są w ogóle mangi. Swoją pierwszą mangę kupiłam dopiero w wieku dwudziestu lat za pierwszą wypłatę. Wcześniej niestety nie mogłam sobie pozwolić na coś takiego. Teraz tonę i w mangach, i w książkach.
Lau: No cóż, może to zabrzmieć cokolwiek dziwnie w kontekście mojej obecnej pracy, ale w dzieciństwie nie czytałam zbyt wiele. Głównie z braku czasu. Lektury najczęściej czytała mi mama, kiedy ja w ekspresowym tempie jadłam po szkole obiad, ponieważ trzeba się było mocno streszczać, żeby zdążyć na zajęcia w szkole muzycznej. Dopiero w okolicach siódmej klasy znalazłam literaturę, która mi odpowiadała, i wsiąkłam bez reszty. Łykałam wszystkich Panów Samochodzików i Tomków, całego Makuszyńskiego (Pannę z mokrą głową i Szatana z siódmej klasy ukochałam najbardziej), całą Montgomery, sienkiewiczowską Trylogię (którą uwielbiam za genialny język), a za czasów studiów Joannę Chmielewską, Agathę Christie i czasopismo Science fiction (to od Roberta J. Szmidta). To właśnie przez tę gazetę weszłam w gatunek literatury, który stał się moim ulubionym. A potem poleciało już z górki: Zajdel, Bułyczow, Ziemkiewicz, Orson Scott Card, Robin Hobb itd., itp. Jeśli zaś chodzi o komiksy, to jako dziecko żyjące u schyłku komunizmu miałam za sobą Tytusa, Romka i A’Tomka i Kajka i Kokosza, ale to jednak nie było to, co by mnie porwało. Dopiero pojawienie się w Polsce Thorgala i Funky’ego Kovala obudziło moją miłość do komiksu. Manga weszła na nasz rynek, kiedy byłam już dorosła, i jakoś do mnie nie trafiła. Owszem, obrazki ładne, ale treściowo… najczęściej jakieś wyssane z palca płytkie historyjki. Pozamiatał mnie dopiero Onizuka. Można powiedzieć, że to dzięki Eikichiemu zaczęłam rozglądać się po rynku komiksu japońskiego. A kiedy odkryłam BL… było po mnie. No i siedzę w tym do dziś.Continue reading →

Krwawa Kałuża, odc. 16

Krwawa Kałuża, raczej nie mała, lecz duża. Po przerwie, a raczej po dzwonku. Audycja powrotno-zwrotna, już nie typowo rozrywkowa, ino oceniawcza, w większości krytycznie i, oczywiście, krwawo. Ale nie tak do końca, bo jeśli coś Kałuży się podoba, to są peany, piedestały i pochwa/ły.
W niniejszym odcinku będzie ogólna ocena blogosfery oraz szczegółowa ocena bloga „Kilka zdań o…”, dywagacje na temat zachowań taboretowych, wedle podziału na Ludzi i na taborety, zachowań odnośnie próśb, żebym oceniła czyjąś książkę w typie „rzuć, no Kałużyńska, okiem, może coś znajdziesz”.
Następnie powiem coś odnośnie listów do redakcji, czyli w tym przypadku do mnie, będzie nowy kącik tematyczny pt. „Cycata na dziś”, jak również powiem trzy słowa o moim epizodzie z audycją na żywo w radiu Praga.
Indżojcie albo nie.
I niech Wam ziemia zawsze lekką będzie, a trawa wiecznie zieloną.
Ave.