Monika Fudali: „Lubię się bać, czy to wystarczający argument do czytania literatury grozy?”

Magdalena Paluch: Dzień dobry Pani Moniko, bardzo mi miło gościć Panią w drugiej edycji projektu #grozajestkobietą. Czy zanim się z Panią skontaktowałam, interesowała się Pani tym, co grozowego kobiecego dzieje się w Polsce?

Monika Fudali: Wyznam szczerze, że nie. Raczej czytywałam zagraniczną literaturę grozy, moją ulubioną książką jest Frankenstein autorstwa Mary Shelley. Jednak #grozajestkobietą zainspirowała mnie i teraz nadrabiam zaległości; ostatnio czytałam antologię Zabawki oraz Drugi Peron Agnieszki Kwiatkowskiej. Mam zamiar poznać więcej reprezentantek tego gatunku.

MP: Jest Pani młodą, początkującą autorką. Poza Kumulacją, czyli zbiorem trzech opowiadań grozy, ma Pani na koncie również powieść obyczajową. Czy ta różnorodność gatunkowa wynika z poszukiwań swej drogi literackiej?

MF: Moja powieść obyczajowa Niezapominajki była akurat formą terapii dla mnie. W taki sposób poradziłam sobie ze śmiercią mojej babci. Obyczaj nie był nigdy moim celem, ale ostatnio napisałam kolejną powieść z tego gatunku i do tego komedię. Chciałam sprawdzić możliwości mojego warsztatu. Wydawcy ocenią, na ile dobrze mi poszło. Właśnie czekam na odpowiedzi.

MP: Kiedy zaczęła Pani pisać pierwsze teksty?

MF: Swoje pierwsze opowiadania zaczęłam pisać, gdy miałam jakieś jedenaście czy dwanaście lat. Tworzenie historii było dla mnie relaksujące. Pamiętam, że zawsze lubiłam zadania domowe z języka polskiego, które wymagały kreatywnego pisania. Moje pisanie w zeszytach ciągnęło się niezbyt regularnie, ale za to nieprzerwanie, przez okres liceum oraz studiów. W liceum wygrałam opowiadaniem pt. Ściana w konkursie wojewódzkim Obiady literackie. To właśnie na studiach w 2011 roku zachęcona przez paczkę przyjaciół debiutowałam opowiadaniem Kumulacja Cierpień. Po debiucie zaczęłam pisać bardziej świadomie. Czyli rozwijać warsztat i wyrabiać nawyk pisania codziennie.

MP: W Kumulacji widać Pani fascynację kulturą Japonii. Dwaj bracia, bohaterowie opowiadań, pochodzą z kraju Kwitnącej Wiśni, a i to, co niepokojące, wywodzi się właśnie z mitologii japońskiej. Dlaczego to właśnie Japonia skradła Pani serce?

MF: Jako nastolatka byłam mocno wkręcona w świat mangi, za czym poszło zainteresowanie samą kulturą Japonii. Po latach jestem na etapie szacunku do kultury i sztuki japońskiej oraz zgłębiania techniki ubierania kimon. Postacie półjapońskich i półpolskich braci są moim ukłonem w kierunku tego kraju.

MP: Jak już wspominałam wcześniej, w Kumulacji znajdziemy trzy straszne historie, które łączą główni bohaterowie. Czy jest to już dla Pani temat zamknięty, czy w przyszłości spotkamy jeszcze  Keisuke Kurokawę i jego brata?

MF: Pewnie, że tak, mam już kilka pomysłów i to obsadzonych w Japonii, a że byłam w tym kraju, powinnam oddać klimat miejsc. Napisałam ostatnio kolejne opowiadanie z Keisuke, które wysłałam na konkurs Wiedźmy do antologii dla Fabryki Słów. Kto wie, może się spodoba i Keisuke zostanie dostrzeżony przez większą ilość czytelników? Nadzieję można mieć. (śmiech)

MP: To w takim razie ja trzymam mocno kciuki za to opowiadanie!
Dzięki oficjalnej grupie Grahama Mastertona na Facebooku dowiedziałam się, że w kwestiach literackich mocno Panią wspiera właśnie sam Brytyjczyk. Czego się Pani od niego nauczyła?

MF: Z Grahamem Mastertonem zaczęłam pisać na Messengerze, potem spotkaliśmy się na konwencie horroru Medalikon w 2019. Znaleźliśmy swoistą nic porozumienia, pomimo że mógłby być moim ojcem (śmiech). Jest to mój swoisty „przyjaciel od pióra”, wspierał mnie, gdy miałam wątpliwości co do dalszego pisania, radził mi odnośnie podejścia do wydawców oraz unikania inwestowania (czytaj vanity). Zawsze mi powtarza, że na każdą książkę przyjdzie czas, jak nie teraz, to później, bo czasem można „nie trafić” z tematem lub trafić na redaktora, który ma inny gust i z marszu odrzuci twoją pozycję, co nie znaczy że jest zła. Zachęca mnie do szlifowania warsztatu i nie poddawania się. To cenny przyjaciel i serio ma duszę trzydziestolatka, więc jesteśmy w tym samym wieku. (śmiech)

MP: Do tej pory swoje książki wydała Pani własnym sumptem. Od początku tak Pani planowała, czy po drodze pojawiły się trudności (nie było feedbacku ze strony wydawców)?

MF: Tak, to są błędy młodego niedojrzałego pisarza. Do tego z niską samooceną. Przy pierwszych dwóch pozycjach dałam się, mówiąc kolokwialnie, „wyrolować”. Natrafiłam na “pseudowydawnictwo”, czytaj vanity. Moi przyjaciele zrobili dla mnie zrzutkę i ufundowali debiut, dorzucili się też do drugiej książki, na resztę zapracowałam. Niestety nie byłam w ogóle obeznana w świecie wydawców i poprzez ich manipulację słowną dałam sobie wmówić, że tylko u nich mam szansę (jak tylko wyłożę pieniądze), ponieważ jestem „młoda i nieznana”. Z tych całych emocji wydawniczych nie przyszło mi do głowy sprawdzić opinię o nich. No i „poznałam” ich dopiero post factum. Cóż, złego dobre początki, przynajmniej nie mam już zaufania do vanity. Niezapominajki były selfem, nikt nie chciał wydać, a Novae Res miało dobre warunki (tak myślałam). Pewnie nie doszłoby do tego, gdyby nie fakt, że dostałam w owym czasie zwrot za studia i byłam zaćmiona hormonami ciążowymi (śmiech). Pomimo słabej współpracy promocyjnej wydawnictwa, to niczego nie żałuję, bo to książka ważna dla mnie w kontekście terapii. Ma też dobre opinie i daje nadzieję. To zastępuje wszelkie koszty. Natomiast tomik opowiadań Kumulacja nie zyskał uznania w oczach żadnego z wydawnictw grozy, dlatego postanowiłam skorzystać z darmowej publikacji przez Ridero. Zależało mi niesłychanie, aby wszystkie trzy historie były w jednej książce, stąd decyzja o Ridero właśnie. Wiem, że nie jest to doskonałe wydanie, bez redakcji i dobrego łamania tekstu, ale czego się nie robi w bólu odrzucenia przez maleńki świat wydawców horroru…

MP: Mówi Pani o swoich trudnościach z wydaniem Kumulacji. A może łatwiej byłoby, gdyby pisała Pani pod męskim pseudonimem?

MF: Myślę, że płeć nie ma tu znaczenia. Z tego co mi odpisały wydawnictwa, problemem był fakt, że to zbiór opowiadań. Podobno nie ma na nie popytu oraz miały zbyt małą objętość. Jednak z tym drugim można się kłócić, bo Diabeł zza okna Anny Musiałowicz (wydawnictwo Dom Horroru) ma mniej stron niż moja Kumulacja.

MP: Powieść czy opowiadania – co jest Pani bliższe w procesie tworzenia nowych historii?

MF: Zdecydowanie opowiadania, bo można na kilku stronach oddać bardzo wiele: szybką akcję, wiele skondensowanych emocji czy zamkniętą historię. Powieść wymaga czasu, planowania i utrzymania czytelnika w napięciu przez minimum 360 tysięcy znaków. To trudna sztuka, ale jak się już skończy pisać, to jest o wiele większa satysfakcja, niż po skończeniu opowiadania.

MP: Czy obecnie pracuje Pani nad nowym tekstem?

MF: Tak, nad horrorem obsadzonym w Bieszczadach, w miejscowości, do której jeżdżę od piętnastego roku życia – Ustrzyk Dolnych. Boję się tylko, że jak to wydam, to mnie zlinczują. Dobrze, że tam nie mieszkam. (śmiech)

MP: Co fascynuje Panią w literaturze grozy? Czy sięga Pani po teksty polskich autorek?

MF: Lubię się bać, czy to wystarczający argument do czytania literatury grozy? Lubię napięcie i to, że każda tematyka ma potencjał na horror. A co do polskich autorek, to tak jak mówiłam, już nadrabiam zaległości. Bardzo podoba mi się pióro Agnieszki Kwiatkowskiej.

MP: Czym zajmuje się Pani na co dzień?

MF: Jestem nauczycielką. Pracuję w przedszkolu. Koleżanki z pracy zawsze się dziwią, że piszę horrory i pracuję z dziećmi. Cóż, pisanie to tylko wyobraźnia, a jakby co mogę sobie dzieciaczki podduszać w opowiadaniach. (śmiech)

MP: O czym marzy Monika Fudali – autorka?

MF: Chciałabym stać się pełnoetatowym pisarzem i artystą. Aby moje książki i obrazy się sprzedawały. Fajnie byłoby z tego żyć. No, ale na marzenia trzeba zapracować, co systematycznie czynię.

MP: Zatem życzę spełnienia tych marzeń i czekam na kolejną książkę. Bardzo dziękuję za rozmowę!

——————————————————————————————————
Monika Fudali – rodowita krakowianka, rocznik ’88. Ukończyła studia pedagogiczne w Krakowie o kierunku edukacja artystyczna na wydziale sztuki. Pracuje w zawodzie jako nauczycielka.
Debiutowała prawdopodobnie najkrótszą książką 2011 roku, dreszczowcem pt. Kumulacja Cierpień. W 2020 roku wydała tomik opowiadań zawierający owy debiut i dwie kolejne części z tej serii. W 2016 roku wydała powieść obyczajową Niezapominajki. Lubi pisać fantastykę oraz horror, ale podejmuje kolejne działania w obszarze obyczaju. Oprócz pisarstwa, jest aktywna również na polu sztuki.
W roku 2021 brała udział w wystawie zbiorczej „Światłoczułość” w Toruniu oraz w 11. Międzynarodowym Biennale Miniatur w Częstochowie.
Aktywnie prowadzi swoją stronę autorską monika-fudali.pl, profil na Facebook oraz
Instagram.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *