Znałam kiedyś dziewczynkę: niższą ode mnie blondynkę, z zielonymi oczami i piegami na perkatym nosie, która potrafiła zarażać śmiechem i dobrą energią. Poznałyśmy się w klubie sportowym i dość szybko zostałyśmy przyjaciółkami. Ja – spokojna, zdystansowana, ostrożnie podchodząca do życia, z nosem w książkach czy schowana pod maską szermierczą (to na treningach) i ona – odważnie biorąca z życia to, co najlepsze. Pisanie, rysowanie, śpiewanie, bieganie, pływanie, narty, łyżwy, rolki i sama nie wiem, co jeszcze potrafiła 😉 I mimo że różniłyśmy się od siebie (nie tylko wzrostem), to myślę, że stanowiłyśmy całkiem niezły duet. Aż do okresu dorosłości. I kiedy sięgnęłam po najnowszą książkę Justyny Drzewickiej pt. Gracja Koziolek. Mam przechlapane, to pomyślałam, że to przecież historia o mojej Przyjaciółce! 🙂
Gracja (dla przyjaciół Grejs) mieszka w malowniczym Koziołkowie wraz z rodzicami, którzy prowadzą gospodarstwo agroturystyczne. Jego największą atrakcją dla gości są… kozy. Stefania, Melania i koziołek Czesio to niezłe ziółka i przysparzają sporo problemów, ale i sporo radości ich właścicielom.
Pewnego dnia na lekcji pada strrrraszne słowo: „bakcyl”. Od tego momentu względnie spokojne życie Gracji Koziołek robi obrót o 180 stopni, a nasza bohaterka rozpoczyna poszukiwania owego „bakcyla”. W znalezieniu hobby wspierają ją sławni goście wypoczywający w pensjonacie rodziców dziewczynki. Czy je znajdzie i czy szukanie ukochanego zajęcia będzie jak bułka z masłem? Tego dowiecie się, sięgając po książkę Justyny Drzewickiej Gracja Koziołek. Mam przechlapane.
Zapewne większość z Was słyszała nie raz: „znajdź sobie jakieś hobby, to się nie będziesz nudzić” albo wręcz narzucano Wam aktywności, które zupełnie nie pasowały do Waszych zainteresowań czy możliwości („Nie siedź z nosem w książce, tylko idź na pole”*, „Może zapiszesz się na szachy tak jak Kamil” itp., itd.). A przecież doskonale wiemy, że hobby nie nabywa się ot tak. OK, zdarzają się przypadki nadzwyczajne, ale zwykle jednak poszukiwanie zainteresowań jest procesem rozciągniętym w czasie (ba! Gorzej, kiedy po latach okazuje się jednak niewypałem na skutek różnych doświadczeń). Dlatego z całego serducha rozumiem panikę, którą poczuła Gracja, kiedy nauczycielka zadała wypracowanie o hobby jako temacie przewodnim. Bo jeśli się go nie posiada, to co wtedy?
Opowieść podzielona jest na rozdziały-dni, które odliczają czas do odczytania wypracowania o hobby na forum klasy, a każdy z tych dni to jedna (wielka!) przygoda, której bohaterką jest Grejs i jej poszukiwania bakcyla. Ponadto od czasu do czasu natraficie na różniaste CIEKAWOSTKI, które dodają atrakcyjności całej opowieści, a każdy dzień posiada podsumowanie, które z kolei skojarzyło mi się z książkami o Bridget Jones autorstwa Helen Fielding (tyle że – jeśli dobrze pamiętam – u niej to podsumowanie miało miejsce na początku nowego rozdziału).
Justyna Drzewicka stworzyła Grejs – bohaterkę, którą tak naprawdę każdy z nas mógł kiedyś spotkać w swoim dzieciństwie. Z pozoru zwyczajna, ale po bliższym poznaniu ciekawa świata, odważna, dążąca do celu (na szczęście nie po trupach) i z dużym poczuciem humoru. Taka, która popełnia błędy, ale tylko dlatego, że… próbuje, poszukuje, eksploruje. Powiem Wam szczerze, że jakoś tak mi się skojarzyła z Pippi Langstrumpf, bohaterką wykreowaną przez Astrid Lindgren. I mimo że nie postawiłbym między nimi znaku równości, to jednak ja to podobieństwo zauważam – oczywiście w zachowaniu. Bo z wyglądu obie dziewczynki są zupełnie różne 🙂
Autorka pod historią pełną perypetii, których bohaterką jest nasza Gracja, przemyca wiele wartościowych treści, jak choćby nie poddawanie się, podejmowanie prób, walkę z własnymi ograniczeniami, konsekwentne dążenie do celu, przyznanie się do słabości czy siła przyjaźni. Całości dopełniają świetne rysunki w wykonaniu Bartka Brosza.
Gracja Koziołek. Mam przechlapane to tytuł, który czyta się płynnie, z przyjemnością, często z uśmiechem na twarzy. Obiecuję, że Wasze wewnętrzne dziecko będzie zadowolone i szczęśliwe po lekturze książki (a zwłaszcza w trakcie!).
Z całego serducha POLECAM Wam tę historię i mocno ubolewam nad tym, że moja Przyjaciółka nie będzie mogła jej przeczytać. Jestem pewna, że przyznałaby mi rację, że to opowieść o niej.
I oczywiście niecierpliwie czekam na kontynuację**. Jestem bardzo ciekawa, co nowego przytrafi się Grejs Koziołek 🙂
* regionalizm „krakoski” 😉
** ponoć już we wrześniu!









