„Bezmiłość”, Marek Zychla

Zauważyłam ostatnio, że im jestem starsza, tym bardziej w literaturze czy filmie szukam odniesień do lat mojego dzieciństwa. Gdzie dzieciństwo było możliwe, gdzie nasze znajomości i przyjaźnie były prawdziwe, gdzie po prostu mogliśmy być…

Grzesia, bohatera najnowszej powieści Marka Zychli pt. Bezmiłość poznajemy w 1990 roku. Osobiście miałam już lat 7 i dopiero co zaczęłam naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Więc tak naprawdę Grześ mógłby być moim starszym kolegą. Mogliśmy się minąć na podwórku, mogliśmy się do siebie uśmiechnąć. Ot, taki Grześ. Jakich wielu było w latach 90. XX wieku. Pochodzący z rodziny, można by rzec, patologicznej (ojciec lubiący zaglądać do kieliszka, matka, która nie umie się zająć dzieckiem, bo sama sobie nie radzi z problemami, ze stratą). Z rodziny, jakich wiele było i jest nadal (tyle, że współcześnie więcej się o nich słyszy).

Bohater Bezmiłości ma jeszcze starszych braci, bliźniaków, ale wiecie jak to jest… Sama mam młodszego brata i kiedy byliśmy dzieciakami, zwyczajnie miewałam go dosyć, ale nie na tyle, żeby nasza relacja w dorosłym życiu uległa rozluźnieniu. Wręcz przeciwnie – często myślę, że bez niego nie byłabym tą osobą, jaką jestem teraz. Ale nie o mnie ta opowieść…

…a o Grzesiu. Naszemu bohaterowi już od samego początku przyglądają się dwa Ktosie: Koordynator i Obserwator. Codziennie komentują życie chłopca (oczywiście między sobą) i dopowiadają Czytelnikowi to, czego sam nie może się dowiedzieć z wpisów z pamiętnika chłopca. Obserwują Grzesia zza szyby, niewidoczni dla naszego bohatera, i od czasu do czasu mieszają w latach 90., podrzucając chłopcu rzeczy z dobrze znanej nam współczesności. Kim są owi Ktosie, jakie przedmioty z teraźniejszości pojawiły się w życiu Grzesia i jak ta historia się dla niego skończy? Tego musicie dowiedzieć się sami. Ja Wam nie pomogę w przeżywaniu Bezmiłości, bo uważam, że każdy z nas ma inne wspomnienia i inne doświadczenia. I dlatego myślę, że ta powieść w każdym z Was poruszy inne struny.

Książka została podzielona na IV części (1990 rok, Przyszłość, Teraźniejszość?, Teraźniejszość) i została wzbogacona o ilustracje Krzysztofa Wrońskiego, odpowiedzialnego również za przepiękną, przykuwającą wzrok okładkę, która idealnie zgrywa się z treścią powieści. Jak się możecie domyślić, w każdej ze wspomnianych przeze mnie części powieści spotkacie Grzesia oraz dostaniecie – kawałek po kawałku – wyjaśnienie (ale czy na pewno?) historii, a wszystkie puzzle rozsypane w I części ułożą się w skrupulatnie zaplanowany finał w części IV. Ale czy z happy endem?…

Bezmiłość to powieść trudna, wymagająca uważności podczas czytania, Waszego maksymalnego skupienia, ale kiedy już w nią wejdziecie, poczujecie jej klimat, to – podobnie jak ja – będziecie się uśmiechać w niektórych momentach, w innych wzruszać, a jeszcze w innych przygryzać wargę z trwogi. To powieść smutna, a groza w niej zawarta będzie przez każdego z Was odebrana indywidualnie.

Marek Zychla jest świetnym obserwatorem świata. I uważam, że dużo z tego researchu wykorzystał w Bezmiłości, dodając szczyptę doświadczenia. Może swojego, a może z życia wspomnianego już przeze mnie Grzesia. Kimkolwiek on był czy jest. Mimo że powieść ta nie jest podręcznikiem, to w podręcznikowy wręcz sposób – krok po kroku – pokazuje, jak nasze dzieciństwo (to, jakie emocje otrzymujemy od bliskich, jakich mamy przyjaciół, jak jesteśmy traktowani, czy jesteśmy lubiani, kochani…) ma ogromny wpływ na to, kim się stajemy. Jakimi jesteśmy dorosłymi. Prawda bywa bardzo często niezwykle trudna i bolesna…

A gdybym wtedy, w latach 90., spotkała na swej drodze Grzesia, uśmiechnęłabym się do niego i poszlibyśmy na plac zabaw i obgadywalibyśmy strasznego pana od muzyki, i śmialibyśmy się z babci Grzesia, która totalnie nie zna się na filmach. Może wtedy mój nowy przyjaciel miałby inne życie. Może…

Bardzo polecam.

 

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.